Trudne emocje – cz.2

Dzisiaj kontynuujemy temat emocjonalności skupiając się przede wszystkim na aspekcie inteligencji emocjonalnej.

Teorii na ten temat jest wiele, ale tak naprawdę każda z nich zdaje się zawierać esencję tego trudnego pojęcia. Przypatrzmy  się jeszcze raz emocjom aby dowiedzieć się więcej na ten temat i wykorzystać tę wiedzę w przyszłości!

Inteligencja emocjonalna polega na „zdolności rozumienia siebie i własnych emocji, kierowania i kontrolowania ich, zdolności samomotywacji, empatii oraz umiejętności o charakterze społecznym” (Daniel Goleman). Prawidłowo rozwinięta inteligencja emocjonalna jest bardzo ważna dla zdrowego funkcjonowania psychicznego i społecznego- dlatego warto ją rozwijać i pielęgnować- zawsze nam się to opłaci 😉 Spróbujmy wyżej przedstawioną definicję rozłożyć na czynniki pierwsze.

Zdolność rozumienia siebie i własnych emocji to coś więcej niż wiedza na temat tego, dlaczego odczuwamy konkretną emocję. Rozumienie siebie polega w znacznej mierze na znajomości własnych cech charakteru i własnych motywacji. Dopiero po przeanalizowaniu tego, jacy jesteśmy, czego oczekujemy od innych i od siebie daje pewne rozjaśnienie co do przyczyn odczuwania. Kiedy odczuwamy jakąś emocję i zdamy sobie z niej sprawę- kiedy potrafimy ją nazwać i określić jako dodatnią albo ujemną- to już połowa sukcesu.

Warto pytać dziecko nie tylko o to, co czuje ale też o to dlaczego to czuje. Dlaczego akurat jedno konkretne wydarzenie wymusiło taką reakcję emocjonalną? Spójrzmy na przykład: dziewczynka wybucha w przedszkolu złością dlatego, że dostała gorszą ocenę niż inne dzieci. Warto zwrócić uwagę nie tylko na powód złości ale również na cechy charakteru, które powodują, ze dziewczynka denerwuje się akurat z tego powodu. Może jest bardzo ambitna? Czyż taka wiedza sama w sobie nie poprawia już humoru i nie sprawia, że wybuch złości nie wydaje się czymś tak strasznym? 🙂

Kierowanie i kontrolowanie emocji… biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy tylko ludźmi i przeżywanie emocji jest wpisane w nasze funkcjonowanie i nijak nie da się tego obejść, byłoby idealnie gdybyśmy potrafili świadomie kontrolować to, co przeżywamy. Cóż- czasami tak się da, czasami jest to wybitnie trudne. Wszystko zależy od tego, czy emocje są bardzo silne, czego dotyczą, jaka jest nasza zdolność samokontroli i w jakim miejscu aktualnie się znajdujemy. Z kontrolowaniem emocji ściśle idzie w parze zdolność do powstrzymywania ich albo reakcji na nie. Temat jest wyjątkowo śliski tym bardziej, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi: warto się powstrzymywać od wyrażania emocji czy wręcz przeciwnie: okazywać je narażając się tym samym na brak akceptacji społecznej? Cóż, tutaj należałoby się trzymać zasady złotego środka: z jednej strony warto wyrażać emocje bo dajemy wtedy im ujście, rozładowujemy napięcie i tym samym czujemy ulgę. Z drugiej strony jednak czasami trzeba te emocje umieć powstrzymać ze względu na okoliczności albo środowisko w jakim przebywamy- bo jeżeli nie się nie powstrzymamy, to będziemy się wstydzić swojej reakcji a to znowu spowoduje narastanie napięcia. A jak się opanować jeżeli chcemy jednak powstrzymać silną reakcję emocjonalną? Odpowiedzi jest wiele: możemy spróbować rozładować emocję w jakiś zastępczy sposób. Jeżeli mamy taką możliwość, możemy spróbować sportu- możemy pobiegać, poskakać, pójść na siłownię albo basen. Możemy też skierować swój tok myślenia w zupełnie inną stronę- oczywiście, że nie jest to łatwe, szczególnie kiedy targają nami silne przeżycia. Możemy też spróbować się uspokoić i skoncentrować na oddechu: głębokie, spokojne oddechy pozwalają troszeczkę ‘oszukać’ mózg i automatycznie się uspokoić. Zachęcajmy do tego również nasze dzieci i sami dawajmy im dobry przykład pamiętając tym samym, że nie jest łatwo wytłumaczyć na czym polega zdroworozsądkowe podejście do emocji. Niech uczą się od nas intuicyjnie!

Pojęcie samomotywacji wydaje się dość zrozumiałe- jest ono z pewnością bardzo ważne dla nas wszystkich i z pewnością warto takiej samomotywacji uczyć i ją kształtować. Wiąże się ona z samodyscypliną, zaangażowaniem, samokontrolą. Osoba o wysokiej samomotywacji chce się uczyć i rozwijać, widzi w tym sens i czerpie z tego satysfakcję.

Empatia a więc zdolność wczuwania się w stany psychiczne innych osób jest pojęciem ważniejszym niż nam się wydaje- myślę, że empatię można śmiało uznać za jedną z tych charakterystycznych cech ludzi, która odróżnia nas od zwierząt. Dlaczego? Dlatego, że umiejętność empatycznego spojrzenia na innego człowieka świadczy o wyższej uczuciowości, o wrażliwości i umiejętności ‘wyjścia’ poza siebie i własne potrzeby. Empatię trzeba i warto rozwijać, bo przejawia się w naszym zachowaniu- nie tylko w obliczu tego jak reagujemy na cierpienie innych ale nawet w tym jak rozmawiamy z innymi. Warto podkreślić, że empatia jest pierwszym i najważniejszym czynnikiem, który ma znaczenie w umiejętności komunikacji. Nie jesteśmy w stanie prowadzić satysfakcjonującej obie strony konwersacji jeżeli nie mamy rozwiniętej umiejętności empatycznego spojrzenia na ludzi i wczuwania się w ich stany. Jak rozwijać empatię u dzieci? Banalnie prostym sposobem, który jako pierwszy przychodzi nam wszystkim do głowy jest okazywanie empatii innym i dawanie dobrego przykładu J Warto zauważyć, że empatia nie jest tym samym, co współczucie. Może nam być kogoś żal i może nam być przykro na widok kogoś cierpiącego- ale istota pojęcia empatii polega na syntonii, umiejętności postawienia się w sytuacji innych i wsłuchania w stan uczuciowy drugiej osoby.

Warto rozwijać empatię u siebie i u dzieci tak samo jak warto czytać książki i być ciekawym świata 🙂 Zachęcajmy do tego nasze maluchy i sami próbujmy z wrażliwością patrzeć na innych.

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Jaś i Małgosia- czy się różnią? :)

‘Kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa’- wszyscy znamy to popularne powiedzenie, które akcentuje odmienność świata kobiecego i męskiego. Trudno zresztą się z nim nie zgodzić- żyjemy na dwóch różnych biegunach: kobiety uchodzą za te delikatniejsze i słabsze podczas gdy mężczyźni są ‘nieczułymi twardzielami’. Panie uwielbiają zakupy i miewają problemy z parkowaniem a panowie z pasją im to wypominają;) Piszę to oczywiście z lekkim przymrużeniem oka, nie zamierzam stereotypizować ani nabijać się z kogokolwiek. Moim dzisiejszym celem jest skierowanie uwagi na te młodsze ‘kobiety’ i na tych młodszych ‘mężczyzn’. Chciałabym napisać coś o naprawdę małych przedstawicielach obu płci- o tym czy są między nimi jakiekolwiek różnice. Pomijam oczywiście kwestie wyglądu, ubioru czy budowy ciała a chciałabym zająć się tymi mniej oczywistymi- np. sposobem myślenia.

mózg dziewczynki i mózg chłopca

Okazuje się, że konflikty międzypłciowe nie są spowodowane chęcią ‘zrobienia sobie na złość’ ani upierania się na siłę przy swoich racjach.  Po prostu myślimy w tak skrajnie odmienny sposób że czasami trudno nam zrozumieć tę drugą stronę. Nasz sposób myślenia jest odmienny na kilku płaszczyznach- taką płaszczyzną może być np. język i komunikacja. Zgodzimy się chyba wszyscy, że kobiety uwielbiają mówić- plotki przy kawie czy godzinne rozmowy przez telefon to coś, co uwielbiamy a mężczyźni czasami na serio mają tego dość 😉 I trudno się dziwić- mózg kobiecy jest skonstruowany w ten sposób, że kobiety zwykle wykazują większe zdolności werbalne- łatwiej im się wypowiadać  i po prostu.. lubią mówić. Wynika to z różnicy w ilości połączeń pomiędzy półkulami: kobiety mają tych połączeń więcej, z czego wynika że odpowiadająca za zdolności werbalne i komunikacyjne lewa półkula jest częściej aktywowana. Mężczyźni z kolei wolą działać a mówienie wydaje się im stratą czasu.  Umiejętności werbalne odzwierciedlają się w różnicach rozwojowych pomiędzy chłopcami a dziewczynkami- dziewczynki zwykle wcześniej zaczynają mówić i jest to całkowicie normalne. Mówią też więcej i łatwiej przychodzi im werbalizowanie myśli. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy chłopcy zaczynają mówić później i że jest to reguła, która rządzi rozwojem dzieci- według badaczy da się natomiast taką prawidłowość zauważyć.

Mężczyźni uwielbiają wszelkiego rodzaju konstrukcyjne zajęcia. Zamiłowanie do aut ( mało który mężczyzna nie jest samochodami w ogóle zainteresowany) czy inżynierii jest widoczne w zawodach, które mężczyźni wykonują albo w ich zainteresowaniach. Kobiety natomiast częściej ciągnie do ludzi- do rozmowy z innymi, do dzielenia się emocjami i przeżyciami do pomagania i opiekowania się.  To normalne zachowanie i również ono manifestuje się w żłobkach albo przedszkolach- chłopcy częściej sięgają po takie zabawki jak klocki albo autka, dziewczynki natomiast uwielbiają bawić się lalkami. Można by pomyśleć, że jest to uwarunkowane środowiskowo- bo dziewczynkom po prostu daje się do zabawy lalki a chłopcom samochodziki, często nie pytając nawet o zgodę. Okazuje się, że pewien psycholog zastanawiał się kiedyś nad tym- postanowił sprawdzić jak to jest. Jego dzieci (chłopiec i dziewczynka) miały udostępnione wszystkie rodzaje zabawek- dziewczynka mogły wybierać klocki i samochodziki, chłopiec mógł do woli bawić się lalkami. Okazało się, że mimo to dziewczynka chętniej wybierała lalki a chłopiec preferował zabawy autkami.

chłopiec i dziewczynka, różnice

Czym jeszcze różnią się dziewczynki i chłopcy? Wiele można zauważyć obserwując zabawy maluchów: chłopcy na przykład uwielbiają rywalizować a ich zabawy często opierają się na wyzwaniach: kto szybciej biega, kto jest lepszy w układaniu klocków, kto wyżej podskoczy etc. Dziewczynki natomiast preferują prace w grupach, wspólną, taką w której nie da się manifestować agresji. Siadają w kółeczku i bawią się lalkami albo ‘piją herbatkę’ na wspólnym pikniku. Spowodowane jest to większą skłonnością do agresji u chłopców co wynika  m. in. z różnic hormonalnych. To dlatego dziewczynki prawie zawsze są grzeczne i ‘ułożone’ a chłopcy częściej popadają w różnego rodzaju bójki albo przepychanki.

Na szczęście dla dziewczynek (a pechowo dla chłopców) edukacja szkolna działa w ten sposób, że faworyzuje żeńską płeć. Ponieważ dziewczynki są bardziej pilne, grzeczniejsze i spokojniejsze, osiągają lepsze rezultaty w nauce. Również nauczyciele preferują pracę z dziewczynkami i zazwyczaj stawiają je za wzór do naśladowania. Chłopcy za to wykazują więcej energii np. na placu zabaw, są lepsi na wychowaniu fizycznym, często biorą udział w zawodach sportowych znajdując w tym prawdziwą frajdę.

ciekawostki psychologiczne

Różnice między płciami to temat trudny, tym bardziej że narosło wkoło niego wiele mitów i wiele  stereotypów podsycających konflikty. W niektórych jest ziarenko prawdy a inne to tylko domysły i uogólnienia. Jakby nie było, piękne jest to, że trochę jednak się różnimy i że mamy przed sobą tajemnice o których ta druga strona być może nigdy się nie dowie- czyż nie jest to pewna ‚aura tajemniczości’ sprawiająca, że jesteśmy dla siebie bardziej atrakcyjni? 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

Czy moje dziecko się stresuje?- cz.2

Sprawdźcie czy Wasze dziecko się stresuje:)

Dziś zapraszam na kolejną część artykułu dotyczącego stresu u dziecka. Temat coraz bardziej aktualny, tym bardziej, że pierwszy września za pasem, a rodzice z pewnością już rozglądają się za nowym plecakiem, książkami i przyborami szkolnymi. Zostawmy jednak na chwilę zmartwienia rodziców (jestem pewna, że koncertowo sobie  z nimi poradzą), a zajmijmy się tym, co może martwić nasze maluchy. Jak rozpoznać stres u dziecka? Co zrobić, aby mu pomóc?

Jak już ostatnio wspomniałam, zmartwienia dzieci mogą być czasami zaskakujące i zgoła inne niż zmartwienia dorosłych. Niepozorne dla nas sytuacje bywają prawdziwymi katastrofami w oczach dziecka. Kłótnia z rówieśnikiem, może obecność bardzo energicznego dziecka w grupie, uwaga nauczyciela, gorsza ocena, zbyt dużo zajęć…- już pojawia nam się cały wachlarz przykładów, a to tylko mała próbka tego, czym może stresować się dziecko. Nie popadajmy oczywiście w panikę, dzieci są różne i nie zawsze stresują się każdą nową lub inną sytuacją, ale każde, niepokojące z naszego punktu widzenia objawy powinny dać nam do myślenia. Może nasz zazwyczaj energiczny maluch nagle zrobił się posępny i milczący? Być może uparcie omija pewne tematy lub skarży się na dolegliwości w pewnych specyficznych sytuacjach? Np. codziennie przed pójściem do przedszkola boli go brzuch albo głowa? Szuka wymówki przed każdym pójściem na zakupy albo do fryzjera? Obserwujmy nasze dziecko, bo każda zmiana zachowania może nam coś powiedzieć.

stres dziecka

Jeżeli już zauważymy, że nasze dziecko faktycznie czymś się stresuje i mamy pewność, że nie jest to choroba, skupmy się na przyczynie. Czasami trzeba nieźle ruszyć głową, ale zaufajmy naszej intuicji- przecież to my jesteśmy rodzicami i to my najlepiej znamy nasze własne dziecko! 🙂

A jak pomóc? Tu nie ma niestety, jednego rozwiązania. Czasami można przepisać przedszkolaka do innej placówki, zmienić lekarza czy fryzjera- nie zawsze jednak da się ‚uciec’ od problemu, czasami lepiej jest się do niego… przystosować albo zawczasu uodpornić dziecko na doświadczanie stresu. Jak? Odpowiedź jest prosta: pozwólmy dziecku DOŚWIADCZAĆ. Doświadczać życia, wszystkiego, co dzieje się wokoło. Nie trzymajmy malucha pod kloszem nie pozwalając mu samodzielnie odpowiadać na pytania innych, zostawiając go wiecznie w domu razem z opiekunką albo babcią. Niech przejdzie się z nami na pocztę czy do banku, gdzie mamy do załatwienia kilka ważnych spraw. Może nam ‚pomóc’ np. podając pani sprzedawczyni pieniądze za zakupy? Jeżeli ktoś obcy pyta nasze dziecko o coś, niech sam odpowie na pytanie! Może będzie trochę onieśmielone- to normalne, ale takie codzienne doświadczenia pozwolą otworzyć się na innych i zagwarantują, że pierwszy dzień w przedszkolu nie będzie aż tak stresujący.

stres dziecka

Kolejna sprawa: traktujmy naszego malucha jak ‚małego dorosłego’. Nie chodzi oczywiście o wysyłanie 4-latka po zakupy 🙂 Czułość jest bardzo ważna dla dzieci- to oczywiste, ale mama 6-letniego ‚bobasa’ wciąż zwracająca się do niego zdrobnieniami: ‚ponieść ci plecaczek?’ ‚a może napijesz się herbatki z cytrynką?’ to już lekka przesada.

Rozmawiajmy i słuchajmy! Po stokroć: umiejętność szczerej, otwartej rozmowy to praktycznie klucz do prawidłowego funkcjonowania psychicznego! Pytajmy nasze dziecko, jak było w szkole i co się wydarzyło ale też jak czuło się w różnych sytuacjach i co wtedy myślało. Skupmy się na tym, żeby maluch uczył się nazywać emocje, których doświadcza i potrafił je rozpoznawać. SŁUCHAJMY uważnie, co do nas mówi, bo w ten sposób nie tylko dowiadujemy się o nim wiele ciekawych rzeczy ale też uczymy słuchać innych. To bardzo ważne!

Spróbujmy uświadomić naszą pociechę, że każde emocje są normalne, a nawet potrzebne. Nie negujmy stanu emocjonalnego, w którym w danym momencie się znajduje: ‚Smutno ci, bo pani powiedziała, że gorzej wypadł ci test? No coś ty! Taką bzdurą się przejmujesz?’- to nie jest najlepszy przykład reakcji na wyznanie malucha. Wszyscy doświadczamy stanów emocjonalnych, które czasami są przyjemne, a innym razem mniej- tłumienie doświadczanych uczuć nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ prędzej czy później one ZAWSZE wychodzą ‚na powierzchnię’- a nagromadzone nie zwiastują nic dobrego 😉

stres dziecka

Często jest tak, że problem wynika nie tyle z faktycznie nieprzyjemnych sytuacji czy doświadczeń ile z tego, że dziecko postrzega je jako piorunująco zagrażające- jako katastrofę, coś czego nie da się odwrócić i coś, co wpłynie na inne aspekty życia. Spróbujmy razem z naszym maluchem zastanowić się, jakie mogą być faktyczne skutki danej sytuacji. Czy kłótnia z koleżanką zwiastuje absolutny koniec przyjaźni? Może wystarczy zadzwonić i przeprosić a wszystko wróci do normy? Niech nasza pociecha wysnuwa wnioski co przyczyn różnych zdarzeń, niech kombinuje, myśli, szuka rozwiązań-a my róbmy to razem z nią!

Pamiętajmy też, że doświadczanie stresu, mimo że czasami uciążliwe i nieprzyjemne, również jest czymś normalnym. Czasami nie da się tego uczucia całkowicie wyeliminować- i dobrze, bo jaką mielibyśmy wtedy motywację do działania? 🙂 Zauważmy jednak, że są sytuacje, w których te nieprzyjemne odczucia są zbędne i nieuzasadnione a przecież to my jesteśmy panami naszego umysłu i ciała i mamy ogromny wpływ na to, co się z nami dzieje! 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

 

 

Czy moje dziecko się stresuje?

Czym jest stres i skąd się wziął? Jak myślicie? 🙂

Pierwszy dzień w przedszkolu, kłótnia z przyjaciółką, jazda nowym autem czy odpowiedź na pytanie nauczycielki- nie brzmi to strasznie z perspektywy dorosłej osoby, aczkolwiek wszystkie te wydarzenia są doskonałymi przykładami codziennych stresorów pojawiających się w życiu dzieci. Nie ma wątpliwości co do tego, ze każdy musi takich rzeczy prędzej czy później doświadczyć, pojawia się natomiast pytanie, czy da się- a jeżeli tak to w jaki sposób uodpornić na stres?

Dzisiejszy artykuł w formie ciekawostki, z której skorzystać mogą rodzice i odnieść ją zarówno do siebie jak i do swoich pociech.

stres dziecka

Co to jest stres? Wszyscy znamy to charakterystyczne ściskanie w brzuchu tuż przed występem, pocenie dłoni kiedy rozmawiamy z kimś ważnym, drżący głos, szybki oddech, napięcie mięśni szyi… wymieniać można w nieskończoność a i tak nie wymienilibyśmy wszystkich objawów stresu. Mają one natomiast jeden wspólny mianownik- spowodowane są sytuacjami, w których środowisko stawia nam wymagania, co do których sądzimy że nie jesteśmy w stanie sobie poradzić (albo rzeczywiście tak jest).  Bez względu na powód stresu, zdecydowana większość jego objawów jest dla nas nieprzyjemna i powoduje dyskomfort. Dlaczego tak się dzieje?

Stres tak naprawdę ma znaczenie, jeżeli spojrzymy na niego z ewolucyjnego punktu widzenia. Jest on ściśle powiązany ze strachem przed zagrażającymi obiektami lub wydarzeniami. Zastanówmy się w takim razie, czym mogli się ‚stresować’ lub czego mogli się bać tzw. ludzie pierwotni, ludzie epoki kamienia łupanego albo epoki brązu? W tych czasach znaczenia miała siła- zwierzęta, które były w stanie rozerwać człowieka na kawałki, grupa silnych ludzi, która mogła napaść na słabszych i odebrać im pożywienie- wygląda na to, że większość zagrożeń to były zagrożenia ‚fizyczne’: takie, które wymagały zaangażowania organizmu do walki albo do ucieczki. W takim razie naturalną reakcją ciała byłaby pełna mobilizacja: a więc wszelka aktywność, która spowoduje, że nasz organizm będzie bardziej wydajny w spożytkowaniu energii, będzie miał więcej siły do ucieczki albo walki z niebezpieczeństwem. Oddech staje się szybszy aby szybciej dostarczać organizmowi tlenu, mięśnie napinają się aby przygotować ciało do szybkiego biegu albo skoku, ciało poci się aby ochłodzić organizm rozgrzany od wewnątrz przez szybszy przepływ krwi a układ trawienny nagle zatrzymuje się żeby nie przeszkadzać organizmowi w działaniu… brzmi znajomo, prawda? Tu właśnie pojawia się światełko w tunelu pokazujące dlaczego objawy stresu są akurat takie a nie inne.

stres dziecka

Jak łatwo się domyślić, w dzisiejszych czasach nasz organizm nie potrzebuje siły do walki z dzikimi zwierzętami albo ucieczki przed nimi. Zagrożenia pojawiające się w naszym życiu mają inny charakter- stresujemy się bardziej ‚mentalnym’ niebezpieczeństwem nie wymagającymi od nas wykazania się siłą fizyczną: nową pracą, kupnem auta czy wyjazdem na wakacje. Stąd też stres traktujemy raczej jako coś, co przeszkadza nam w codziennym funkcjonowaniu niż jako siłę pomagającą stawić czoła przeciwnościom. Nie bez powodu zresztą napięcie pojawiające się w stresujących momentach najlepiej jest rozluźnić uprawiając sport.

Warto  też zauważyć, że istnieje coś takiego jak ‚dobry stres’. Dobry stres to taki, który nie jest bardzo silny i działa mobilizująco. To taki stres, który odczuwamy przed doświadczeniem czegoś nowego i mamy taką lekką ‚tremę’: np. przed spotkaniem ze starą przyjaciółką czy przed randką. Nieważne czy jest to lekkie ściskanie w żołądku czy przyspieszony oddech- w każdym razie, nie interpretujemy takich objawów jako nieprzyjemne, wręcz przeciwnie- są one dla nas ‚dreszczykiem emocji’.

stres dziecka

Na koniec chciałabym uświadomić wszystkich Rodziców, że również ich Dzieci odczuwają stres- zarówno ten pozytywny jak i negatywny. W kolejnym wpisie (który pojawi się już wkrótce) powiem trochę o tym, jak rozpoznać że dziecko się stresuje i czy da się temu zapobiec- jak przekuć negatywny stres i jego aspekty w stres pozytywny?

Wypatrujcie kolejnego wpisu! 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Trochę o nauce języka i mnemotechnikach…

Dzisiejszy artykuł jest właściwie ‘zlepkiem’ kilku różnych znalezionych przeze mnie ciekawych tematów. Będzie trochę o tym, jak uczyć dzieci języka i trochę o mnemotechnikach 🙂

Uczenie dzieci to naprawdę trudna sprawa. Mamy do czynienia z małymi osóbkami, które mają naprawdę duży problem w skupieniu uwagi , ogromną ilość energii i mnóstwo pomysłów, które trzeba zrealizować NATYCHMIAST bo przecież za chwilę znajdzie się nowy, równie ciekawy. Jednocześnie okres dzieciństwa to czas, kiedy umysł jest najbardziej chłonny nowych wrażeń, słów i faktów. Jak pogodzić te dwie skrajności?

Kluczem do nauczenia dzieci (nie tylko języków) jest nauczanie AKTYWNE- a więc poprzez zaangażowanie a nie PASYWNE(czyli takie, które polega na siedzeniu i ‚wkuwaniu’ słówek albo form gramatycznych). Ten ostatni typ jest skuteczny raczej dla starszych dzieci (i  oczywiście dla dorosłych), ponieważ wymaga umiejętności skupienia się na jednej czynności przez dłuższy czas. Małe dzieci jak wiemy, często mają z tym problem, dlatego mocno angażujące zabawy, gdzie trzeba biegać i skakać i krzyczeć (a najlepiej wszystko na raz) nie tylko angażują całą ich energię ale także zmuszają mózg do myślenia. Dziecko zaabsorbowane taką ilością czynności uczy się- i nawet o tym nie wie!

SONY DSC

Czy warto zaczynać naukę języka wcześnie?

Warto. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: ponieważ dzieci nie mają jeszcze całkowicie ukształtowanych narządów artykulacyjnych a jeżeli zaczną uczyć się języka wcześniej, to pod jego wpływem, te narządy zaczną się rozwijać. Oczywiste jest, że narządy artykulacyjne będą bardziej i lepiej rozwinięte np. u dzieci dwujęzycznych niż u tych, które mówią tylko jednym językiem. Dlatego właśnie osoby, które uczyły się języka od najmłodszych lat, mają o wiele lepszy akcent niż ci, którzy mówią w języku którego nauczyli się w późniejszym wieku.

Dzieci w wieku przedszkolnym (i młodsze) nie potrafią myśleć abstrakcyjnie (nie potrafią tworzyć pojęć i nimi operować). Ich sposób myślenia charakteryzuje myślenie konkretno- obrazowe. Oznacza to, że dziecko musi WIDZIEĆ to, czego się uczy, musi SŁYSZEĆ różne dźwięki, CZUĆ zapachy, które kojarzą mu się z przedmiotami. Najlepsze rezultaty przyniesie nauka piosenki w danym języku, nauka np. na kolorowych obrazkach albo na konkretnych przedmiotach.

A jak uczyć te starsze dzieci? Podobnie. To, co warto zauważyć na początku, to fakt, że ten moment (właściwie okres) ‘przejścia’ na wyższy poziom rozwoju, a więc nauka myślenia abstrakcyjnego, to coś rozciągniętego w czasie. Mimo, że badacze zwykle określają jakieś konkretne granice wiekowe to są one bardzo orientacyjne i myślę, że nie ma powodów aby się do nich przywiązywać. Każde dziecko rozwija się według własnego ‘planu’, dlatego wśród grupy starszych dzieci często mogą trafiać się takie, które będą miały problemy z myśleniem abstrakcyjnym.

nauka3

A mnemotechniki?

Wiemy, że mnemotechniki są sposobami poprawiającymi zapamiętywanie. Rzecz polega generalnie na uczeniu się drogą skojarzeń, za pomocą grupowania (np. cyfr), kojarzenia słówek z konkretnymi obiektami, z zapachami, z wydarzeniami z życia. Sposobów jest tyle, ile każdy z nas może wymyślić, a wspólnym mianownikiem są właśnie skojarzenia. Zastanówmy się teraz, bo to trochę paradoks: uczymy się czterocyfrowego PIN-u. Każdą cyferkę kojarzymy np. z owocem. Więc w rezultacie mamy jeszcze raz tyle obiektów do zapamiętania- a jednak mnemotechniki są skuteczniejsze niż zwykła nauka. Jak to możliwe?

Zapamiętując jakąkolwiek rzecz (czy to nazwisko czy kolor sukienki), kodujemy ją za pomocą pewnego rodzaju śladu w mózgu. Oznacza to, że nasz mózg wytwarza nowy ślad będący odpowiednikiem tego obiektu. ALE jeżeli nie aktywujemy tego ‘śladu’ (np. jeżeli nie przypominamy sobie nowego słówka) to on po jakimś czasie zanika. Dlatego właśnie ważne są powtórki. Druga sprawa, to sprawa dojścia do zapisanego śladu. To nie jest tak, że obiekty w mózgu po prostu się zapisują a w odpowiednim momencie ‚wyjmujemy’ dany obiekt i się nim posługujemy. Potrzebna jest droga, która pozwoli nam do danego obiektu dotrzeć- i tymi drogami są właśnie skojarzenia. Podajmy przykład: uczymy się nowego słówka: ‘a book’(książka). Zapamiętujemy słowo zapisane na papierze, oprócz tego zapamiętujemy jego brzmienie, konkretną książkę, która zobaczyliśmy ucząc się słówka (jej kolor, kształt, może zapach). Te wszystkie cechy (kolor, zapach, brzmienie słowa, jego zapis) są szlakami pozwalającymi dotrzeć do tego jednego zapamiętanego słowa. Dlatego właśnie skuteczne są mnemotechniki, dlatego dzieciom (i nie tylko) łatwiej jest zapamiętać coś, co słyszą, widzą i czują.

Pamiętajmy, że nauka to nie tylko żmudne siedzenie nad książkami i zapamiętywanie formułek, ale przede wszystkim aktywny proces, a im więcej wykorzystamy w nim zmysłów tym lepsze rezultaty ona przyniesie! 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

„Mamo, tato! Pobaw się ze mną!”- o roli zabawy w życiu dziecka

Myśleliście kiedyś o tym dlaczego właściwie dzieci się bawią? 😉

Dzieci uwielbiają się bawić. Mogą spędzać całe dnie na udawaniu, układaniu klocków i ubieraniu lalek. Zabawa wydaje się czymś błahym, nie przywiązujemy do niej wielkiego znaczenia, nie zastanawiamy się nad jej sensem i interpretacją. Tymczasem fakt, że dziecko się bawi, świadczy o jego prawidłowym rozwoju i daje szansę na przygotowanie się do życia w dorosłości. Dlaczego jest ona tak ważna u dzieci i co maluchy dzięki niej zyskują?

Zabawa w różnych stadiach rozwoju przybiera różne formy i ma różne cele. Podział na rodzaje zabaw jest bardzo szeroki, dlatego opowiem krótko o wybranych przeze mnie typach. To, co warto zauważyć na samym początku to fakt, że czynność zabawy przychodzi naturalnie wraz z wiekiem- wynika z tego, że jest to kolejny etap rozwoju, który świadczy o zdrowym i prawidłowym funkcjonowaniu. Warto też zauważyć, że czynność zabawy u dzieci jest czymś dowolnym. Nie da się czerpać zadowolenia i radości z czegoś, do czego jest się przymuszanym- dlatego właśnie przy zabawie jest zawsze tyle śmiechu i radości!

zabawa3

Zastanówmy się teraz, jakie korzyści przynosi maluchom ich dziecinna swawola. Po pierwsze- i chyba najważniejsze, pomaga rozwijać kreatywność. To chyba oczywiste, że bawiąc się dziecko musi coś tworzyć, wymyślać, układać reguły czy budować. Zapewniając mu ku temu warunki- i nie mam na myśli drogich, kolorowych zabawek czy klocków- czasami wystarczy drewniana łyżka wyjęta z kuchennej szuflady czy plastikowe kubeczki, które możemy ozdobić koralikami- pozwalamy na nieograniczony rozwój mózgu i twórczości naszych podopiecznych.

Zabawy manipulacyjne to takie, które dotyczą najmłodszych pociech. Polegają one na operowaniu różnymi przedmiotami- małe dziecko lubi bawić się tym, co dla nas wydaje się nudne i nieatrakcyjne- np. szczoteczkami, talerzykami, opakowaniami. Takie zabawy przygotowują rączki naszych maluszków do precyzyjnego operowania sztućcami, szczoteczką do zębów czy długopisem.

Niektóre gry- zwłaszcza te, w które bawią się starsze dzieci, mają ściśle określone reguły, których należy przestrzegać. Uczy to logicznego myślenia, czasami przegrywania i ćwiczy pamięć. Ważny jest również aspekt społeczny, ponieważ gry w grupie uczą przebywania z rówieśnikami, a więc funkcjonowania w społeczeństwie i respektowania praw innych.

Z punktu widzenia psychologicznego, ciekawe jest, że zabawy dzieci pełnią czasami rolę terapeutyczną. Interesujące, prawda? Chodzi tu o przygotowanie do ról społecznych: kiedy dziecko bawi się np. w szkołę, oswaja się z sytuacją której się obawia. Kiedy wcieli się już w rolę ucznia, nie będzie się jej tak obawiało. Podobną funkcję może pełnić zabawa np. w obliczu trudnych sytuacji, z którymi dziecko zmaga się czasami w życiu. Przykład? Dziewczynka bawi się lalkami ‘w kłótnię’. Być może sama pokłóciła się z koleżanką w przedszkolu, a zabawa jest w tym przypadku pewnym sposobem na przepracowanie nieprzyjemnej sytuacji. Warto obserwować zabawę dziecka, ponieważ może dostarczyć nam wielu ciekawych informacji!

zabawa2

Ostatnie o czym chciałam wspomnieć to fakt, że zabawy rozwijają również umiejętność symbolicznego przedstawiania- jest to droga do nauki czytania, pisania i wielu, wielu różnych innych umiejętności. Przykładem może być tworzenie jakiegoś ‘tajnego języka’ albo rysowanie znaków, którym dzieci nadają jakieś znaczenie. Idealne przygotowanie do nauki pisania i czytania!

Widzimy więc, że dziecięce igraszki oprócz rozrywki, pełnią funkcje edukacyjne, przygotowują do życia i uczą działania w grupie. Myślę, że warto zabawy często i intensywnie wykorzystywać do nauki- jest ona wtedy prostsza, przyjemniejsza i o wiele bardziej skuteczna!

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Optymistyczne dzieci. I CAN DO IT!

Chciałabym dzisiaj kontynuować temat optymizmu u dzieci.

W ostatnim artykule przedstawiłam główną myśl teorii Seligmana, przemyciłam też kilka rad. Tym razem zamierzam skupić się na konkretach i podać przynajmniej kilka takich recept, które każdy z nas może wprowadzić w życie już od dzisiaj.

Opisałam ostatnio trzy filary pesymistycznego myślenia. Opierając się na nich oraz na kilku innych założeniach opiszę kilka sposobów na uczenie dzieci pozytywnego myślenia- a przede wszystkim wyeliminowania tych nawyków, które mogą przerodzić się w pesymistyczne nastawienie do życia. Zanim do tego przejdę, chciałabym jednak wyjaśnić dlaczego dzieję się tak, że słowa i zachowania rodziców wywierają olbrzymi wpływ na późniejsze słowa i zachowania dzieci.

Wychowywanie dzieci przez modelowanie jest jednym z najbardziej skutecznych i wpływowych metod. Wykorzystuje fakt, że rodzice są dla maluchów naturalnymi autorytetami i wzorami do naśladowania. Najlepiej jest to zrozumieć uświadamiając sobie, że rodzice przez kilka pierwszych lat życia dziecka są dla niego jedynym otoczeniem. Człowiek jest istotą społeczną i to normalne, że przejmuje zachowania innych. Cokolwiek robimy, mówimy, działamy- podlega to ciągłej obserwacji i analizie ze strony naszych podopiecznych. Dlatego bardzo ważne jest wyrabianie w sobie właściwych postaw – nasze zachowania, gesty, słowa mogą znacząco wpłynąć na sposób w jaki myślą nasze maluchy.

Rozumiemy już mniej- więcej jak i dlaczego działa mechanizm modelowania. Powróćmy teraz do naszych filarów i zastanówmy się jak ‘poruszyć’ te filary aby zmienić zachowania- w pierwszej kolejności nasze, następnie naszych dzieci.

Filar I. Przypominam, że odnosi się do przyczyny porażki, którą pesymista zawsze widzi w sobie i w sowich niedomaganiach – nawet jeżeli nie jest to prawda. Przyczyny szczęścia natomiast upatruje w zbiegu okoliczności- w tym, że „akurat tym razem mi się udało”. Spróbujmy na początek wyłapać w naszym zachowaniu sytuacje w których mówimy, że jesteśmy beznadziejni, a to, że nam się nie udało to nasza wina. Zastanówmy się ile razy w przypadku kiedy coś osiągnęliśmy- mam na myśli również takie drobne ‘sukcesy’ jak to, że zdążyliśmy na autobus mimo że wstaliśmy później niż zwykle- jak często upatrywaliśmy przyczyny w okolicznościach i mówiliśmy że akurat ‘tym razem’ nam się udało? Wyłapmy takie zachowania i zmieńmy je. Jeżeli coś nam się udaje, nie bójmy się powiedzieć głośno: „to moja zasługa- udało mi się, bo zapracowałem na to”. Niech dziecko słyszy to i uczy się. Nie zawsze jest tak, że porażka jest naszą winą. W niektórych sytuacjach nie mamy wpływu na okoliczności i nie możemy wszystkiego przewidzieć. Nie zawsze porażka jest naszą winą.

Filar II. Dotyczył zasięgu naszych niepowodzeń. Pesymista uważa, że porażka która mu się przytrafiła ma ogromny zasięg- jedno niepowodzenie ciągnie za sobą kolejne. Optymista jest w stanie uświadomić sobie, że jedna porażka wcale nie musi oznaczać kolejnych- nie ma takiego odruchu do generalizowania. „Nie powiodło mi się w pracy- trudno.” Nie mówmy „Nic mi się nie udaje”, „Wszystko idzie źle”. To są pułapki, w które nasze dzieci się wsłuchują- i czy tego chcemy czy nie, wkładamy je do ich umysłu, powodując że stosują te same wzorce i zachowują się w podobny sposób. Jeżeli zobaczymy, że nasz synek przychodzi zmartwiony z przedszkola i mówi „Nic mi się dzisiaj nie udało”, zapytajmy co mu nie poszło. Spróbujmy znaleźć sytuacje w których dziecko wykazało się sprytem, logicznym myśleniem.

Filar III. Odnosił się do stałości występowania porażek. Pesymista uważa, że to co mu się nie udało raz, nie udaje się zawsze. Nabiera w ten sposób przekonania, że nie warto próbować bo i tak się nie powiedzie. Skąd w takim razie wziąć motywację? Kiedy sami mówimy „Spóźniłam się na autobus, jak zawsze”- nasze dziecko co prawda tylko osłuchuje się z tymi słowami, ale z czasem uczy się, ponieważ w zachowaniu zaczyna wzorować się na rodzicach.

optymizm

Jeżeli chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, róbmy to stopniowo. Tak jak już wyżej napisałam, możemy najpierw zacząć od ‚wyłapywania’ myśli czy komentarzy wiejących pesymizmem. Jeżeli zaczniemy wyłapywać takie rzeczy u siebie, łatwiej będzie nam wyłapać je też u dziecka. Kiedy usłyszymy, że powie: „Mamo, znowu dostałam dwóję!”, przypomnijmy dziecku sytuację w której udało mu się dostać lepszą ocenę. Niech nie nadużywa słówka „zawsze”, bo po pierwsze- uwierzy w to co mówi, a po drugie poczuje się bezsilne- pomyśli, że skoro dostało złą ocenę, to jest gorszy z matematyki i zawsze będzie miało gorszą ocenę. Nie znajdzie motywacji.

Wiele pułapek czeka kiedy karcimy dziecko. Mówimy: „Ale z Ciebie bałaganiarz!” albo: „Jak zwykle nie umiałeś zachować się w sklepie!” Dziecko znowu pomyśli, że tak musi być, że takie jest i nawet nie spróbuje tego zmienić. Zapytajmy dlaczego dzisiaj nie posprzątał pokoju- przypomnijmy jaki ostatnio był w nim porządek, kiedy maluch sam poukładał zabawki na półce. Zamiast: „jak zwykle nie zachowałeś się odpowiednio” powiedzmy: „nie zachowałeś się dzisiaj odpowiednio.” Wtedy dziecku łatwiej będzie się zmotywować i postarać następnym razem.

W szkole czy w przedszkolu jest różnie- wiadomo. Czasami maluch się z kimś pokłóci, czasami pani przedszkolanka nakrzyczy. Nie wmawiajmy dziecku, że „nie ma się czym przejmować”, że „to nic takiego.” Nie negujmy jego zmartwień, one dla malucha są tak samo poważne jak nasze problemy. Jeżeli coś nie udało się w szkole to nawet jeżeli dla nas i dla otoczenia będzie to błahostką, małe dziecko może naprawdę się przejmować. Spróbujmy zrozumieć, powiedzmy: „Rozumiem, że smutno Ci bo Kasia pogniewała się na Ciebie.” Nie pozwólmy myśleć dziecku, że negatywne emocje trzeba na siłę zwalczać. One są normalne jeżeli zdarzy się coś, co nie idzie po naszej myśli. Trzeba je po prostu przeżyć- potem wszystko wraca do normy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie porady które opisałam dotyczą tylko wybiórczych sytuacji. Trudno jest w jednym artykule opisać całą myśl Seligmana. Jako uzupełnienie mogę jeszcze raz polecić książki, o których ostatnio już pisałam. Będzie to świetna lektura dla każdego rodzica!

Na zakończenie dodam jeszcze, że również w Baby English Center staramy się zaszczepić optymizm u dzieci. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy na nasze maluchy bardzo duży wpływ, dlatego też w naszej szkole często mówimy:

I can do it! Yes, I can! Try again! – TO TAKIE PROSTE 😉

red. Klaudia Grzelaczyk

Optymistyczne dzieci, jak to zrobić?

Przepis na optymistyczne dziecko?

Jakiś czas temu wpadła mi do rąk świetna książka. Jej autor- Martin Seligman, znany amerykański psycholog spędził wiele lat życia badając optymistów i pesymistów. Chciałabym poświęcić trochę miejsca na teorię, która mimo że wydaje się skomplikowana, opiera się tak naprawdę na prostych założeniach.

Wygląda na to, że odbiega ona( przynajmniej moim zdaniem) od potocznego rozumienia optymizmu. Dlaczego? Zastanówmy się przez chwilę: kiedy ktoś poniesie porażkę i potem  mówi: Jakoś się ułoży, albo: Będzie dobrze, mówimy o takiej osobie że myśli optymistycznie. Mamy teraz przed oczyma obraz człowieka nie przejmującego się niepowodzeniem, nie dostrzegającego jego negatywnych konsekwencji, próbującego (trochę na siłę) obrócić negatywne aspekty w pozytywne, prawda? Denerwuje nas w gruncie rzeczy takie podejście- no bo jak można się cieszyć z niezdanej matury pocieszając się słowami: to nic że nie zdałem- będę miał cały rok żeby zastanowić się nad kierunkiem studiów. Myślimy, że optymista to ktoś kto wiecznie chodzi uśmiechnięty i dla każdego jest miły albo nie denerwuje się kiedy coś pójdzie mu źle? Niezupełnie.

Zanim zastanowimy się nad przepisem na optymistyczne dziecko, spróbuję wyjaśnić pokrótce o co tak naprawdę Seligmanowi chodzi.

Człowiek całkowicie zdany na łaskę innych, niezdolny do chodzenia, panowania nad swoim ciałem i zachowaniami. Całkowicie zależny od opiekunów i w zasadzie nieświadomy tego, co się wokół niego dzieje. Przypomina to kogoś? Oczywiście że przypomina. Noworodka. Noworodka i jego bezradność- tu wszystko się zaczyna. Małe dziecko stopniowo uczy się kontroli nad swoim ciałem, nad odruchami fizjologicznymi, nad zachowaniami. Orientuje się, że jeżeli będzie płakać lub krzyczeć wystarczająco długo, mama wreszcie przyjdzie i przytuli. Stopniowo ten zakres kontroli u dziecka zwiększa się. Zaczyna ono dostrzegać, że to co robi może zmieniać przyszłość. Zatrzymajmy się tu na chwilę.

Zakres kontroli możemy mieć duży albo mały. Duży zakres kontroli to przekonanie, że nasze działania wpływają na nasze życie: jeżeli będę uprawiać regularnie sport i zdrowo się odżywiać, zachowam dobre zdrowie. Inna osoba może pomyśleć, że i tak zdrowie mamy w genach i bez względu na to czy będziemy jeść dużo, mało, czy będziemy uprawiać sport czy nie- prawdopodobieństwo zachorowania jest takie samo dla wszystkich. I to takie podejście Seligman nazywa bezradnością- bezradność z kolei jest fundamentem pesymizmu.

Skąd się bierze bezradność? Skąd my- ludzie kreujący otaczający nas Świat- architekci projektujący budynki, naukowcy obalający i tworzący nowe teorie, lekarze leczący ludzi i wreszcie rodzice wychowujący swoje pociechy bierzemy przekonanie o bezradności?

Nie chcąc straszyć ewentualnym uciekaniem w fantazje, filozofowaniem czy zbytnim zagłębianiem się w zawiłości psychologicznych teorii, a skupiając się na konkretach: chodzi mniej- więcej o to, że myślenie optymistyczne i pesymistycznie bazuje na trzech filarach:

-Filar I: Odnosi się do przyczyny porażki. Pesymista zawsze mówi, że to jego wina. Nie zdążyłem na autobus? Co z tego, że przyjechał wcześniej niż zwykle, to ja wyszedłem za późno z domu. Nie zdałem egzaminu na prawo jazdy? Nie przygotowałem się wystarczająco. Nie powiodło się w pracy? Nie byłem wystarczająco dobry. Jestem beznadziejny.

-Filar II: Jaki wpływ na moje życie ma ta porażka? I znowu pesymista: pomyśli, że skoro coś nie udało się w pracy, to nie będzie się udawało także w rodzinie, w relacjach z przyjaciółmi, w poszukiwaniu partnera, w egzaminie na prawo jazdy, w przechodzeniu przez jezdnię. Powie: Jestem beznadziejny, jak we wszystkim.

-Filar III: Jak często ponoszę porażkę? Osoba myśląca pesymistycznie powie, że nie udało jej się jak zawsze. Bo nigdy nie była zbyt dobra w nauce, jak zwykle nie udało jej się czegoś osiągnąć.

Warto zauważyć, że te filary dotyczą sposobu, w jaki człowiek myśli już od dziecka. Tkwiąc w przekonaniu, że wszystkie klęski są naszą winą, że wpływają na wszystkie aspekty naszego życia, że przydarzają się za każdym razem, chcąc nie chcąc- ‚przeszczepiamy’ to przekonanie naszym dzieciom. Słowa, które wyróżniłam są według mnie takimi słowami- kluczami. Nadużywając ich, szczególnie wtedy kiedy coś nam się nie udaje- nie ważne czy zapomnimy kluczy do domu, czy nie powiedzie nam się ważny projekt- uczymy podobnych przekonań również nasze maluchy.

Chcąc więc zaszczepić optymizm u własnych dzieci, warto byłoby najpierw  zmienić swój sposób reagowania, myślenia, zwłaszcza w obliczu porażek. Dzieci widzą nasze zachowanie, a rodzice wykorzystując fakt, że są dla swoich pociech idolami i wzorami do naśladowania mogą wpłynąć na ich postępowanie.

radość9

Optymizm nie polega więc na bezmyślnym powtarzaniu że ‚wszystko będzie dobrze’ ani na szukaniu na wyrost pozytywnych aspektów negatywnych zdarzeń. Optymiści również denerwują się kiedy coś im się nie uda, są smutni, źli na siebie. Różnica polega na tym, że porażki widzą jako coś przejściowego. W przeciwieństwie do pesymistów, nie utrwalają w sobie przekonania, że to co się nie udało w jednej dziedzinie  wpływa na inne, albo że jedna porażka jest przyczyną kolejnych.

Podsumowując pierwszą część artykułu, mam nadzieję, że udało mi się zainspirować kogokolwiek do przeczytania książek Martina Seligmana: tej, którą moglibyśmy odnieść do nas samych( ‚Optymizmu można się nauczyć’) oraz drugiej, dotyczącej raczej naszych dzieci: ‚Optymistyczne dziecko’. Może warto pomyśleć o małej zmianie w życiu- zmianie zaczynającej  się od wyeliminowania  pozornie niewinnych słówek( Jestem beznadziejny, beznadziejny jak we wszystkim, jak zawsze, nigdy, jak zwykle) w odpowiednich sytuacjach. Nic w gruncie rzeczy nie tracimy a możemy wiele zyskać.

red. Klaudia Grzelaczyk

Na podstawie: M. Seligman ‚Optymizmu można się nauczyć’.