„Mamo, tato! Pobaw się ze mną!”- o roli zabawy w życiu dziecka

Myśleliście kiedyś o tym dlaczego właściwie dzieci się bawią? 😉

Dzieci uwielbiają się bawić. Mogą spędzać całe dnie na udawaniu, układaniu klocków i ubieraniu lalek. Zabawa wydaje się czymś błahym, nie przywiązujemy do niej wielkiego znaczenia, nie zastanawiamy się nad jej sensem i interpretacją. Tymczasem fakt, że dziecko się bawi, świadczy o jego prawidłowym rozwoju i daje szansę na przygotowanie się do życia w dorosłości. Dlaczego jest ona tak ważna u dzieci i co maluchy dzięki niej zyskują?

Zabawa w różnych stadiach rozwoju przybiera różne formy i ma różne cele. Podział na rodzaje zabaw jest bardzo szeroki, dlatego opowiem krótko o wybranych przeze mnie typach. To, co warto zauważyć na samym początku to fakt, że czynność zabawy przychodzi naturalnie wraz z wiekiem- wynika z tego, że jest to kolejny etap rozwoju, który świadczy o zdrowym i prawidłowym funkcjonowaniu. Warto też zauważyć, że czynność zabawy u dzieci jest czymś dowolnym. Nie da się czerpać zadowolenia i radości z czegoś, do czego jest się przymuszanym- dlatego właśnie przy zabawie jest zawsze tyle śmiechu i radości!

zabawa3

Zastanówmy się teraz, jakie korzyści przynosi maluchom ich dziecinna swawola. Po pierwsze- i chyba najważniejsze, pomaga rozwijać kreatywność. To chyba oczywiste, że bawiąc się dziecko musi coś tworzyć, wymyślać, układać reguły czy budować. Zapewniając mu ku temu warunki- i nie mam na myśli drogich, kolorowych zabawek czy klocków- czasami wystarczy drewniana łyżka wyjęta z kuchennej szuflady czy plastikowe kubeczki, które możemy ozdobić koralikami- pozwalamy na nieograniczony rozwój mózgu i twórczości naszych podopiecznych.

Zabawy manipulacyjne to takie, które dotyczą najmłodszych pociech. Polegają one na operowaniu różnymi przedmiotami- małe dziecko lubi bawić się tym, co dla nas wydaje się nudne i nieatrakcyjne- np. szczoteczkami, talerzykami, opakowaniami. Takie zabawy przygotowują rączki naszych maluszków do precyzyjnego operowania sztućcami, szczoteczką do zębów czy długopisem.

Niektóre gry- zwłaszcza te, w które bawią się starsze dzieci, mają ściśle określone reguły, których należy przestrzegać. Uczy to logicznego myślenia, czasami przegrywania i ćwiczy pamięć. Ważny jest również aspekt społeczny, ponieważ gry w grupie uczą przebywania z rówieśnikami, a więc funkcjonowania w społeczeństwie i respektowania praw innych.

Z punktu widzenia psychologicznego, ciekawe jest, że zabawy dzieci pełnią czasami rolę terapeutyczną. Interesujące, prawda? Chodzi tu o przygotowanie do ról społecznych: kiedy dziecko bawi się np. w szkołę, oswaja się z sytuacją której się obawia. Kiedy wcieli się już w rolę ucznia, nie będzie się jej tak obawiało. Podobną funkcję może pełnić zabawa np. w obliczu trudnych sytuacji, z którymi dziecko zmaga się czasami w życiu. Przykład? Dziewczynka bawi się lalkami ‘w kłótnię’. Być może sama pokłóciła się z koleżanką w przedszkolu, a zabawa jest w tym przypadku pewnym sposobem na przepracowanie nieprzyjemnej sytuacji. Warto obserwować zabawę dziecka, ponieważ może dostarczyć nam wielu ciekawych informacji!

zabawa2

Ostatnie o czym chciałam wspomnieć to fakt, że zabawy rozwijają również umiejętność symbolicznego przedstawiania- jest to droga do nauki czytania, pisania i wielu, wielu różnych innych umiejętności. Przykładem może być tworzenie jakiegoś ‘tajnego języka’ albo rysowanie znaków, którym dzieci nadają jakieś znaczenie. Idealne przygotowanie do nauki pisania i czytania!

Widzimy więc, że dziecięce igraszki oprócz rozrywki, pełnią funkcje edukacyjne, przygotowują do życia i uczą działania w grupie. Myślę, że warto zabawy często i intensywnie wykorzystywać do nauki- jest ona wtedy prostsza, przyjemniejsza i o wiele bardziej skuteczna!

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Optymistyczne dzieci. I CAN DO IT!

Chciałabym dzisiaj kontynuować temat optymizmu u dzieci.

W ostatnim artykule przedstawiłam główną myśl teorii Seligmana, przemyciłam też kilka rad. Tym razem zamierzam skupić się na konkretach i podać przynajmniej kilka takich recept, które każdy z nas może wprowadzić w życie już od dzisiaj.

Opisałam ostatnio trzy filary pesymistycznego myślenia. Opierając się na nich oraz na kilku innych założeniach opiszę kilka sposobów na uczenie dzieci pozytywnego myślenia- a przede wszystkim wyeliminowania tych nawyków, które mogą przerodzić się w pesymistyczne nastawienie do życia. Zanim do tego przejdę, chciałabym jednak wyjaśnić dlaczego dzieję się tak, że słowa i zachowania rodziców wywierają olbrzymi wpływ na późniejsze słowa i zachowania dzieci.

Wychowywanie dzieci przez modelowanie jest jednym z najbardziej skutecznych i wpływowych metod. Wykorzystuje fakt, że rodzice są dla maluchów naturalnymi autorytetami i wzorami do naśladowania. Najlepiej jest to zrozumieć uświadamiając sobie, że rodzice przez kilka pierwszych lat życia dziecka są dla niego jedynym otoczeniem. Człowiek jest istotą społeczną i to normalne, że przejmuje zachowania innych. Cokolwiek robimy, mówimy, działamy- podlega to ciągłej obserwacji i analizie ze strony naszych podopiecznych. Dlatego bardzo ważne jest wyrabianie w sobie właściwych postaw – nasze zachowania, gesty, słowa mogą znacząco wpłynąć na sposób w jaki myślą nasze maluchy.

Rozumiemy już mniej- więcej jak i dlaczego działa mechanizm modelowania. Powróćmy teraz do naszych filarów i zastanówmy się jak ‘poruszyć’ te filary aby zmienić zachowania- w pierwszej kolejności nasze, następnie naszych dzieci.

Filar I. Przypominam, że odnosi się do przyczyny porażki, którą pesymista zawsze widzi w sobie i w sowich niedomaganiach – nawet jeżeli nie jest to prawda. Przyczyny szczęścia natomiast upatruje w zbiegu okoliczności- w tym, że „akurat tym razem mi się udało”. Spróbujmy na początek wyłapać w naszym zachowaniu sytuacje w których mówimy, że jesteśmy beznadziejni, a to, że nam się nie udało to nasza wina. Zastanówmy się ile razy w przypadku kiedy coś osiągnęliśmy- mam na myśli również takie drobne ‘sukcesy’ jak to, że zdążyliśmy na autobus mimo że wstaliśmy później niż zwykle- jak często upatrywaliśmy przyczyny w okolicznościach i mówiliśmy że akurat ‘tym razem’ nam się udało? Wyłapmy takie zachowania i zmieńmy je. Jeżeli coś nam się udaje, nie bójmy się powiedzieć głośno: „to moja zasługa- udało mi się, bo zapracowałem na to”. Niech dziecko słyszy to i uczy się. Nie zawsze jest tak, że porażka jest naszą winą. W niektórych sytuacjach nie mamy wpływu na okoliczności i nie możemy wszystkiego przewidzieć. Nie zawsze porażka jest naszą winą.

Filar II. Dotyczył zasięgu naszych niepowodzeń. Pesymista uważa, że porażka która mu się przytrafiła ma ogromny zasięg- jedno niepowodzenie ciągnie za sobą kolejne. Optymista jest w stanie uświadomić sobie, że jedna porażka wcale nie musi oznaczać kolejnych- nie ma takiego odruchu do generalizowania. „Nie powiodło mi się w pracy- trudno.” Nie mówmy „Nic mi się nie udaje”, „Wszystko idzie źle”. To są pułapki, w które nasze dzieci się wsłuchują- i czy tego chcemy czy nie, wkładamy je do ich umysłu, powodując że stosują te same wzorce i zachowują się w podobny sposób. Jeżeli zobaczymy, że nasz synek przychodzi zmartwiony z przedszkola i mówi „Nic mi się dzisiaj nie udało”, zapytajmy co mu nie poszło. Spróbujmy znaleźć sytuacje w których dziecko wykazało się sprytem, logicznym myśleniem.

Filar III. Odnosił się do stałości występowania porażek. Pesymista uważa, że to co mu się nie udało raz, nie udaje się zawsze. Nabiera w ten sposób przekonania, że nie warto próbować bo i tak się nie powiedzie. Skąd w takim razie wziąć motywację? Kiedy sami mówimy „Spóźniłam się na autobus, jak zawsze”- nasze dziecko co prawda tylko osłuchuje się z tymi słowami, ale z czasem uczy się, ponieważ w zachowaniu zaczyna wzorować się na rodzicach.

optymizm

Jeżeli chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, róbmy to stopniowo. Tak jak już wyżej napisałam, możemy najpierw zacząć od ‚wyłapywania’ myśli czy komentarzy wiejących pesymizmem. Jeżeli zaczniemy wyłapywać takie rzeczy u siebie, łatwiej będzie nam wyłapać je też u dziecka. Kiedy usłyszymy, że powie: „Mamo, znowu dostałam dwóję!”, przypomnijmy dziecku sytuację w której udało mu się dostać lepszą ocenę. Niech nie nadużywa słówka „zawsze”, bo po pierwsze- uwierzy w to co mówi, a po drugie poczuje się bezsilne- pomyśli, że skoro dostało złą ocenę, to jest gorszy z matematyki i zawsze będzie miało gorszą ocenę. Nie znajdzie motywacji.

Wiele pułapek czeka kiedy karcimy dziecko. Mówimy: „Ale z Ciebie bałaganiarz!” albo: „Jak zwykle nie umiałeś zachować się w sklepie!” Dziecko znowu pomyśli, że tak musi być, że takie jest i nawet nie spróbuje tego zmienić. Zapytajmy dlaczego dzisiaj nie posprzątał pokoju- przypomnijmy jaki ostatnio był w nim porządek, kiedy maluch sam poukładał zabawki na półce. Zamiast: „jak zwykle nie zachowałeś się odpowiednio” powiedzmy: „nie zachowałeś się dzisiaj odpowiednio.” Wtedy dziecku łatwiej będzie się zmotywować i postarać następnym razem.

W szkole czy w przedszkolu jest różnie- wiadomo. Czasami maluch się z kimś pokłóci, czasami pani przedszkolanka nakrzyczy. Nie wmawiajmy dziecku, że „nie ma się czym przejmować”, że „to nic takiego.” Nie negujmy jego zmartwień, one dla malucha są tak samo poważne jak nasze problemy. Jeżeli coś nie udało się w szkole to nawet jeżeli dla nas i dla otoczenia będzie to błahostką, małe dziecko może naprawdę się przejmować. Spróbujmy zrozumieć, powiedzmy: „Rozumiem, że smutno Ci bo Kasia pogniewała się na Ciebie.” Nie pozwólmy myśleć dziecku, że negatywne emocje trzeba na siłę zwalczać. One są normalne jeżeli zdarzy się coś, co nie idzie po naszej myśli. Trzeba je po prostu przeżyć- potem wszystko wraca do normy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie porady które opisałam dotyczą tylko wybiórczych sytuacji. Trudno jest w jednym artykule opisać całą myśl Seligmana. Jako uzupełnienie mogę jeszcze raz polecić książki, o których ostatnio już pisałam. Będzie to świetna lektura dla każdego rodzica!

Na zakończenie dodam jeszcze, że również w Baby English Center staramy się zaszczepić optymizm u dzieci. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy na nasze maluchy bardzo duży wpływ, dlatego też w naszej szkole często mówimy:

I can do it! Yes, I can! Try again! – TO TAKIE PROSTE 😉

red. Klaudia Grzelaczyk

Optymistyczne dzieci, jak to zrobić?

Przepis na optymistyczne dziecko?

Jakiś czas temu wpadła mi do rąk świetna książka. Jej autor- Martin Seligman, znany amerykański psycholog spędził wiele lat życia badając optymistów i pesymistów. Chciałabym poświęcić trochę miejsca na teorię, która mimo że wydaje się skomplikowana, opiera się tak naprawdę na prostych założeniach.

Wygląda na to, że odbiega ona( przynajmniej moim zdaniem) od potocznego rozumienia optymizmu. Dlaczego? Zastanówmy się przez chwilę: kiedy ktoś poniesie porażkę i potem  mówi: Jakoś się ułoży, albo: Będzie dobrze, mówimy o takiej osobie że myśli optymistycznie. Mamy teraz przed oczyma obraz człowieka nie przejmującego się niepowodzeniem, nie dostrzegającego jego negatywnych konsekwencji, próbującego (trochę na siłę) obrócić negatywne aspekty w pozytywne, prawda? Denerwuje nas w gruncie rzeczy takie podejście- no bo jak można się cieszyć z niezdanej matury pocieszając się słowami: to nic że nie zdałem- będę miał cały rok żeby zastanowić się nad kierunkiem studiów. Myślimy, że optymista to ktoś kto wiecznie chodzi uśmiechnięty i dla każdego jest miły albo nie denerwuje się kiedy coś pójdzie mu źle? Niezupełnie.

Zanim zastanowimy się nad przepisem na optymistyczne dziecko, spróbuję wyjaśnić pokrótce o co tak naprawdę Seligmanowi chodzi.

Człowiek całkowicie zdany na łaskę innych, niezdolny do chodzenia, panowania nad swoim ciałem i zachowaniami. Całkowicie zależny od opiekunów i w zasadzie nieświadomy tego, co się wokół niego dzieje. Przypomina to kogoś? Oczywiście że przypomina. Noworodka. Noworodka i jego bezradność- tu wszystko się zaczyna. Małe dziecko stopniowo uczy się kontroli nad swoim ciałem, nad odruchami fizjologicznymi, nad zachowaniami. Orientuje się, że jeżeli będzie płakać lub krzyczeć wystarczająco długo, mama wreszcie przyjdzie i przytuli. Stopniowo ten zakres kontroli u dziecka zwiększa się. Zaczyna ono dostrzegać, że to co robi może zmieniać przyszłość. Zatrzymajmy się tu na chwilę.

Zakres kontroli możemy mieć duży albo mały. Duży zakres kontroli to przekonanie, że nasze działania wpływają na nasze życie: jeżeli będę uprawiać regularnie sport i zdrowo się odżywiać, zachowam dobre zdrowie. Inna osoba może pomyśleć, że i tak zdrowie mamy w genach i bez względu na to czy będziemy jeść dużo, mało, czy będziemy uprawiać sport czy nie- prawdopodobieństwo zachorowania jest takie samo dla wszystkich. I to takie podejście Seligman nazywa bezradnością- bezradność z kolei jest fundamentem pesymizmu.

Skąd się bierze bezradność? Skąd my- ludzie kreujący otaczający nas Świat- architekci projektujący budynki, naukowcy obalający i tworzący nowe teorie, lekarze leczący ludzi i wreszcie rodzice wychowujący swoje pociechy bierzemy przekonanie o bezradności?

Nie chcąc straszyć ewentualnym uciekaniem w fantazje, filozofowaniem czy zbytnim zagłębianiem się w zawiłości psychologicznych teorii, a skupiając się na konkretach: chodzi mniej- więcej o to, że myślenie optymistyczne i pesymistycznie bazuje na trzech filarach:

-Filar I: Odnosi się do przyczyny porażki. Pesymista zawsze mówi, że to jego wina. Nie zdążyłem na autobus? Co z tego, że przyjechał wcześniej niż zwykle, to ja wyszedłem za późno z domu. Nie zdałem egzaminu na prawo jazdy? Nie przygotowałem się wystarczająco. Nie powiodło się w pracy? Nie byłem wystarczająco dobry. Jestem beznadziejny.

-Filar II: Jaki wpływ na moje życie ma ta porażka? I znowu pesymista: pomyśli, że skoro coś nie udało się w pracy, to nie będzie się udawało także w rodzinie, w relacjach z przyjaciółmi, w poszukiwaniu partnera, w egzaminie na prawo jazdy, w przechodzeniu przez jezdnię. Powie: Jestem beznadziejny, jak we wszystkim.

-Filar III: Jak często ponoszę porażkę? Osoba myśląca pesymistycznie powie, że nie udało jej się jak zawsze. Bo nigdy nie była zbyt dobra w nauce, jak zwykle nie udało jej się czegoś osiągnąć.

Warto zauważyć, że te filary dotyczą sposobu, w jaki człowiek myśli już od dziecka. Tkwiąc w przekonaniu, że wszystkie klęski są naszą winą, że wpływają na wszystkie aspekty naszego życia, że przydarzają się za każdym razem, chcąc nie chcąc- ‚przeszczepiamy’ to przekonanie naszym dzieciom. Słowa, które wyróżniłam są według mnie takimi słowami- kluczami. Nadużywając ich, szczególnie wtedy kiedy coś nam się nie udaje- nie ważne czy zapomnimy kluczy do domu, czy nie powiedzie nam się ważny projekt- uczymy podobnych przekonań również nasze maluchy.

Chcąc więc zaszczepić optymizm u własnych dzieci, warto byłoby najpierw  zmienić swój sposób reagowania, myślenia, zwłaszcza w obliczu porażek. Dzieci widzą nasze zachowanie, a rodzice wykorzystując fakt, że są dla swoich pociech idolami i wzorami do naśladowania mogą wpłynąć na ich postępowanie.

radość9

Optymizm nie polega więc na bezmyślnym powtarzaniu że ‚wszystko będzie dobrze’ ani na szukaniu na wyrost pozytywnych aspektów negatywnych zdarzeń. Optymiści również denerwują się kiedy coś im się nie uda, są smutni, źli na siebie. Różnica polega na tym, że porażki widzą jako coś przejściowego. W przeciwieństwie do pesymistów, nie utrwalają w sobie przekonania, że to co się nie udało w jednej dziedzinie  wpływa na inne, albo że jedna porażka jest przyczyną kolejnych.

Podsumowując pierwszą część artykułu, mam nadzieję, że udało mi się zainspirować kogokolwiek do przeczytania książek Martina Seligmana: tej, którą moglibyśmy odnieść do nas samych( ‚Optymizmu można się nauczyć’) oraz drugiej, dotyczącej raczej naszych dzieci: ‚Optymistyczne dziecko’. Może warto pomyśleć o małej zmianie w życiu- zmianie zaczynającej  się od wyeliminowania  pozornie niewinnych słówek( Jestem beznadziejny, beznadziejny jak we wszystkim, jak zawsze, nigdy, jak zwykle) w odpowiednich sytuacjach. Nic w gruncie rzeczy nie tracimy a możemy wiele zyskać.

red. Klaudia Grzelaczyk

Na podstawie: M. Seligman ‚Optymizmu można się nauczyć’.