Dziecko dojrzałe do szkoły

Uczęszczanie do szkoły to nieodłączny element życia każdego dziecka. W szkole dzieci po raz pierwszy mają okazję systematycznie pracować, zbudować szeroką sieć kontaktów towarzyskich i podejmować aktywności zgodne ze swoimi zainteresowaniami. Często mówiąc o uczęszczaniu dziecka do szkoły, zwracamy uwagę na jego gotowość do podjęcia nauki w szkole – zdarza się, że dziecko nie jest jeszcze całkowicie gotowe do tak dużej zmiany w swoim życiu i skutkuje to różnymi, często nieprzyjemnymi sytuacjami. Okazuje się, ze gotowość szkolna obejmuje szereg różnych aspektów funkcjonowania i dziś chcielibyśmy te aspekty przybliżyć.

Najważniejsza w tej kwestii wydaje się dojrzałość umysłowa, która obejmuje takie umiejętności jak swobodne, zrozumiałe dla otoczenia wyrażanie się, wiedzę na różne tematy (oczywiście bardzo podstawową), umiejętność koncentrowania uwagi na wybranych zadaniach. Dziecko gotowe do nauki szkolnej jest aktywne poznawczo, ciekawe świata, potrafi doprowadzić rozpoczęte działania do końca. Ma również wiedzę o sobie -potrafi się przedstawić, powiedzieć ile ma lat oraz gdzie mieszka.

Sprawność fizyczna również jest bardzo ważnym aspektem funkcjonowania w szkole. Sprawność manualna i grafomotoryczna są bardzo ważne w zdobywaniu nowych umiejętności szkolnych, podobnie jak sprawność ruchowa czy też odporność na zmęczenie. Oczywiście tutaj może być różnie – sami dobrze znamy swoje dzieci i wiemy, że niektóre są bardziej aktywne, inne mniej.

Nie mniej ważne są umiejętności i zdolności, które mogą być przydatne podczas przebywania w grupie – dojrzałość społeczno emocjonalna jest bardzo ważna i może decydować o przyjęciu lub odrzuceniu przez rówieśników. Dziecko dojrzałe w tej kwestii cechuje się przede wszystkim adekwatnymi do sytuacji reakcjami emocjonalnymi – nie wybucha płaczem, nie jest szczególnie drażliwe albo bardzo lękliwe. Konflikty z kolegami i koleżankami zawsze zdarzają się wśród dzieci, warto jednak zwrócić uwagę na powody i skale tych konfliktów. Być może część z nich wynika właśnie z nie do końca jeszcze dojrzałego podejścia do emocji. W takich sytuacjach zawsze warto o tym rozmawiać 🙂

Ostatnimi umiejętnościami, które u dziecka idącego do szkoły mają duże znaczenie, są umiejętności przydatne w nauce czytania i pisania oraz w nauce matematyki: umiejętność analizy i syntezy wzrokowej i słuchowej, rozpoznawania i porównywania dźwięków i kształtów a także umiejętność klasyfikowania, dodawania i odejmowania do 10.

Oczywiście to są tylko niektóre przykłady konkretnych umiejętności. Posiadanie lub nie posiadanie każdej z nich nie decydują jednoznacznie o sukcesie i dobrym przystosowaniu w szkole. Chcemy tylko zwrócić uwagę na to, jak wiele jest aspektów gotowości szkolnej, o których być może większość z nas nawet nie wiedziała. Ważne jest, aby każdy z tych aspektów umiejętnie u dziecka pielęgnować już wcześniej, tak aby przychodząc do szkoły, było ono gotowe na wiele różnych doświadczeń 🙂

5 niechlubnych błędów wychowawczych

Wychowanie dziecka to nie lada sztuka wymagająca mnóstwa cierpliwości i naprawdę trudna. Czy zawsze udaje się robić to dobrze? Niekoniecznie bo nikt nie jest idealny. Warto jednak zwrócić uwagę na te kwestie wychowania, które mogą mieć negatywny wpływ na dalszy rozwój i których szczególnie warto byłoby unikać.

1. Traktowanie dziecka (za bardzo) jak dziecko.

Rodzice często w stosunku do swoich dzieci są bardzo dyrektywni, narzucający swoją wolę, wiedzący wszystko lepiej. Oczywiście, że zazwyczaj jest to uzasadnione, bo naturalnie rodzice mają za sobą o wiele więcej lat doświadczeń i ogólnie życia. Ale bywają kwestie, w których dziecko mogłoby samo podjąć jakąś decyzję (np. w co się ubrać, jak spędzić czas wolny etc.) Jest to świetna okazja aby wzmagać w dziecku tzw. poczucie własnej skuteczności, a to z kolei jest bardzo wartościowa cecha pozytywnie wpływająca na poczucie szczęścia i optymizm. Inny przykład to wyjaśnianie różnych kwestii dziecku. Czasami wydaje nam się, że coś jest oczywiste i zamiast wyjaśnić przyczyny jakiegoś zdarzenia, używamy argumentacji na zasadzie ‚nie bo nie’. Tymczasem często jest tak, że warto poświęcić trochę czasu na wytłumaczenie różnych kwestii albo nawet wejście z dzieckiem w polemikę. To świetna okazja aby je czegoś nauczyć i wspomóc poczucie własnej wartości ( bo jeżeli dyskutujemy z dzieckiem to damy mu poczucie że jest nam równe).

2. Uleganie dla świętego spokoju.

Klasyczny przykład dziecka w supermarkecie terroryzującego rodzica krzykami, płaczem i ogólnie ‚dramatem’ jeżeli ten nie kupi mu upatrzonej zabawki obrasta już w legendę 😉 Jest to jednak wciąż najlepszy przykład na to,  co się dzieje kiedy rodzic ulega dziecku dla tzw. ‚świętego spokoju’. Wystarczy zrobić to kilka razy, a dziecko uczy się, że wymuszanie czegoś krzykiem albo płaczem czasami działa, więc będzie próbować robić to jak  najczęściej.

3. Bagatelizowanie uczuć.

Ten temat pojawił się już wcześniej na blogu, ale zwracamy na niego uwagę jeszcze raz tylko dlatego, że jest niesamowicie ważny. Dziecięcy, rozwijający się mózg jest ekstremalnie wrażliwy na różne bodźce a okres rozwoju jest takim okresem, kiedy nadaje mu się pewien kształt, pewien sposób myślenia. Zaprzeczane uczuciom dziecka, negowanie ich ważności na zasadzie wmawiania że ‚nic takiego przecież się nie stało’, ‚nie ma czego płakać’, ‚to nie jest powód do histerii’ daje przekonanie, że pewnych emocji nie powinno się przeżywać, że nie ma do nich prawa albo że powinno się je zdusić. Nie trzeba dodawać, że rezultat może być nieciekawy.

4. Brak cierpliwości.

Brak cierpliwości dla dziecka widać często i w wielu różnych sytuacjach. Wychowanie wymaga niesamowitych jej pokładów, ale warto. Oczywiście, że odpowiadanie na serie niekończących się pytań jest nużące i bywa denerwujące. Ale dzieci tak uczą się świata i nie wolno im tej możliwości odbierać. Podobnie w ekstremalnych sytuacjach, wymienionych wcześniej (histeria w sklepie) cierpliwość jest szczególnie wymagana. Dziecko tę cierpliwość obserwuje, zauważa i widzi, że nie jest w stanie wyprowadzić rodzica z równowagi i spowodować uległość.

5. Zły przykład albo brak dobrego przykładu.

Chcemy wychować dziecko idealnie, utrwalać w nim dobre nawyki i przyzwyczajenia. Jeżeli wymagamy tego od dziecka, to pamiętajmy, że w pierwszej kolejności sami musimy dawać dobry przykład. Bo jak rodzic, stawiający się za autorytet może za taki uchodzić jeżeli sam nie daje dobrego przykładu? Nauka pozytywnych przyzwyczajeń w ogóle jest najskuteczniejsza kiedy robi się to poprzez modelowanie. Dzieci widząc, że takie nawyki dają określone rezultaty, powielają je i nawet nie trzeba tego narzucać.

A Wam jakie błędy zdarza się popełniać w wychowaniu?

 

 

Dziecięce przyjaźnie – znajomość na całe życie czy fanaberia?

Pamiętacie swoich przyjaciół z dziecięcych lat? 🙂

Przyjaciel to osoba, która jest blisko naszego serca, której życzymy jak najlepiej, z którą dzielimy się sukcesami i porażkami. Nie wszyscy mamy to szczęście doświadczać prawdziwej, bezgranicznej przyjaźni – nie wszyscy też tego potrzebujemy, bo niektórym z nas wystarcza większe grono znajomych, z którymi spędza się jakoś wspólnie czas. Dla innych z kolei najlepszym przyjacielem jest partner. Generalnie, każdy z nas ma jakieś pojęcie przyjaźni, które chcąc nie chcąc przekazuje swoim pociechom. Czym dla dzieci jest przyjaźń? Czy przyjaźń zawierana w wieku przedszkolnym ma szansę przetrwać?

Zastanawiając się nad przyjaźnią dzieci, trzeba zastanowić się przede wszystkim nad tym jak dziecko rozumie pojęcie ‘przyjaciel’. Biorąc pod uwagę fakt, że małe dzieci niewiele jeszcze wiedzą o świecie, nie znają znaczenia wielu słów lub nie potrafią tego znaczenia zrozumieć, trzeba pamiętać że pojęcie przyjaźni będzie miało dla nich płytsze znaczenie niż dla dorosłych. Dzieci zapytane o to kim jest przyjaciel zazwyczaj odpowiadają że przyjaciel to ktoś, kogo się lubi, że to osoba z którą można się razem bawić albo (w przypadku starszych dzieci) że to ktoś, komu można powierzyć tajemnice. Widzimy więc, że to rozumienie przyjaźni może różnić się od naszego, ‘dorosłego’ jej pojmowania. Co oczywiście nie znaczy, że przyjaźń zawarta w wieku przedszkolnym nie ma prawa przerodzić się w znajomość na całe życie.

O ile ‘przyjaźń’ kilkulatków zamyka się zazwyczaj we wspólnym uczestnictwie w zabawach (przy czym nawet nie są to wspólne zabawy, ale bardziej indywidualna zabawa ‘obok siebie’), to dzieci w wieku przedszkolnym są już bardziej świadome w kwestii zawierania bliskich znajomości. Często są to jednak przyjaźnie zawierane pod wpływem chwili, często za sprawą wspólnej  zabawy albo dzielenia się np. słodyczami. Zdarza się, że rolę przyjaciela pełnią pluszaki albo inne zabawki. Ciekawym zjawiskiem w tym wieku może być kreowanie ‘przyjaciela na niby’. Zdarza się, że dziecko wymyśla sobie przyjaciela, do którego mówi, z którym się ‘bawi’, wymagając nawet aby osoby z otoczenia również uwzględniały tę wyimaginowaną osobę. Rodziców może to czasami przerażać, zazwyczaj nie ma jednak powodów do niepokoju. Po jakimś czasie dziecko nudzi się tego typu zabawami i zapomina o swoim ‘przyjacielu’ 😉

Przyjaźń zaczyna być naprawdę ważna dopiero w wieku szkolnym. Jest to taki okres w życiu dziecka, kiedy to właśnie rówieśnicy wywierają na malucha największy wpływ i to na ich opinii dziecku najbardziej zależy. Takie znajomości są już trwalsze niż te zawierane w wieku przedszkolnym, mają większą szansę na przetrwanie w przyszłości, są generalnie bardziej ‘na serio’. Dzieci szkolne przeżywają takie przyjaźnie bardzo emocjonalnie, zwłaszcza w przypadku kłótni lub nieporozumień. Przyjaciele są wybierani bardziej ‘świadomie’, na podstawie wspólnych zainteresowań, upodobań i aktywności. Zdarza się, że takie przyjaźnie trwają jeszcze długo, a dzieci wspólnie dorastają i kontynuują znajomość jako dorośli ludzie. W wieku nastoletnim natomiast przyjaźnie schodzą już na dalszy plan – zaczynają się wtedy pierwsze miłości, a nastolatkowie pod wpływem burzy hormonów i w obliczu dojrzewającego organizmu każdą taką znajomość przeżywają emocjonalnie.

Trzeba pamiętać, że dzieci zawierające przyjaźnie w wieku przedszkolnym, zaczynają dopiero dojrzewać. Wraz z upływem czasu zaczyna dojrzewać ich osobowość, kształtuje się rozumienie świata, zmienia się podejście do życia. Jeżeli dwoje dzieci przyjaźni się ze sobą w przedszkolu to temperament i osobowość każdego z nich wciąż są na etapie rozwoju. Zdarza się, że dzieci dorastając zmieniają się tak bardzo, że nie są w stanie się porozumieć i kończą znajomość – jest to całkowicie zrozumiałe i logiczne 😉 Z tego też powodu w praktyce rzadko zdarza się przyjaźń na całe życie – w cyklu rozwoju dzieci zmieniają się w końcu tak bardzo, że dalsza przyjaźń ‚na siłę’ często nie miałaby sensu 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Moda na pewność siebie :)

pewność siebie

Modne są ostatnimi czasy wszelkiego rodzaju hasła na temat pewności siebie.

Pisze się masę szkoleń, prowadzi mnóstwo warsztatów, które mają podnieść poczucie naszej własnej wartości. W Internecie możemy znaleźć na ten temat całą kopalnię wiedzy – psychologowie i trenerzy prześcigają się wręcz w wymyślaniu kolejnych sposobów na zbudowanie tej cechy. Dlaczego właściwie pewność siebie jest taka fajna i taka modna? Czym jest i co nam daje?

pewność siebie

Spróbujmy zdefiniować jakoś pewność siebie, tak żebyśmy mieli pojęcie o czym będziemy mówić. Generalnie pewność siebie ma pozytywną konotację – zazdrościmy osobom pewnym siebie, podziwiamy ich za to, że wiedzą czego chcą i znają swoją wartość. Zdarza się, że pewność siebie mylimy z różnymi negatywnymi cechami, np. z arogancją albo bezczelnością – ale czujemy intuicyjnie, że to nie jest to samo.  Jacy są zatem ludzie pewni siebie? Osoby pewne siebie to takie, które znają swoją wartość, wiedzą jakie mają dobre ALE TEŻ słabe strony. Mają generalne przekonanie że sprawy w ich życiu potoczą się pomyślnie. Osoby pewne siebie mają konkretne zdanie na różne tematy, potrafią to zdanie wyrażać i przy nim trwać. Tak naprawdę cecha ta jest pokrewna optymizmowi czy wysokiej (i adekwatnej) samoocenie. Pewność siebie jest ‘na czasie’ dlatego, że ostatnio w modzie jest indywidualizm, samorozwój, szeroka wiedza na różne tematy – a wszystkie te cechy wiążą się z pewnością siebie właśnie.

Dlaczego jest taka fajna i pożądana? Chociażby dlatego, że osoby pewne siebie są pozytywnie postrzegane. Wydaje nam się, że idzie im w życiu lepiej, że łatwiej znajdują pracę, lepiej wypadają na prezentacjach, są też generalnie bardziej szczęśliwe. W dzisiejszych czasach, kiedy duże znaczenie ma indywidualizm, parcie na sukces, osoby pewne siebie mają łatwiej. Warto tę pewność siebie budować już od najmłodszych lat – pamiętając jednak, że jest to cecha pozytywna, zbudowana na FAKTYCZNYCH zaletach oraz że nie oznacza rezygnowania ze skromności 😉

Gdybyśmy zastanowili się nad tym, skąd się bierze pewność siebie, doszlibyśmy do wniosku, że kluczowe znaczenie ma to, co mówią o nas inni oraz to jak odnosimy te rzeczy do siebie. Kiedy ktoś nas w jakiś sposób ocenia – nawet wyrażając zdanie mimiką twarzy czy swoim zachowaniem  nie wprost – trafia to do nas, sprawia że odczuwamy jakieś emocje i zastanawiamy się nad opinią innych. Również to, co udaje nam się dokonać sprawia że czujemy się bardziej pewni siebie i podnosi się nasza samoocena.

Jak w takim  razie budować pewność siebie już od najmłodszych lat? Podobnie jak wszystkie inne atuty osobowości, tak i pewność siebie jest zbudowana na bezwarunkowej miłości rodziców, którzy akceptują wszystkie cechy dziecka, również wady. Daje to poczucie bezpieczeństwa i pozwala zbudować silne, ‘zdrowe’ przekonanie, że jest się wartościowym człowiekiem. Chwalenie dziecka to również dobry sposób, ale zwracajmy uwagę na to, za co chwalimy. Bo pochwały powinny być przede wszystkim adekwatne do wysiłku włożonego w jakąś pracę, nie można chwalić za wszystko i nie chwalić wcale 😉 Ważne jest aby nie porównywać dziecka z innymi – to uczy  takiego schematu porównywania swoich osiągnięć z osiągnięciami innych i chęci osiągania kolejnych sukcesów nie dla siebie ale żeby ‘pokazać innym’.

Pamiętajmy też o świętej metodzie wychowywania przez modelowanie – większość naszych zachowań jest bacznie obserwowanych i kopiowanych przez nasze dzieci. Zwróćmy uwagę na własną pewność siebie, na to czy potrafimy optymistycznie myśleć, czy potrafimy cieszyć się z sukcesów i dostrzegać wady. Niełatwo jest tak naprawdę zachować balans między bezzasadnymi pochwałami a przesadną skromnością, ale jeżeli zaufamy własnej rodzicielskiej intuicji, okaże się, że jest to całkiem proste 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Bieganie jak narkotyk

Słyszeliście kiedyś o cudownej substancji, która działa jak narkotyk dając poczucie zadowolenia, przyjemności i szczęścia znosząc jednocześnie odczucia bólu czy zmęczenia?

Endorfiny działają jak naturalne opioidy które wywołują uczucie harmonii, relaksu, radości i odprężenia. W ekstremalnych sytuacjach, kiedy nasze ciało wystawione jest na trudne warunki (np. w czasie porodu) organizm wytwarza ekstremalną dawkę tego hormonu, co pozwala znieść ból i wkrótce o nim zapomnieć. Jednym ze sposobów na naturalne wytwarzanie endorfin jest aktywność fizyczna – i do tego właśnie chciałabym nakłonić dzisiaj wszystkich rodziców i ich pociechy.

O tym jak ważny dla naszego ciała jest wysiłek fizyczny rozwodzą się lekarze, pediatrzy, nauczyciele i mnóstwo specjalistów z innych dziedzin. Doskonale wiemy, że sport dobrze działa na nasze ciało – pomaga w utrzymaniu prawidłowej sylwetki, zwiększa wytrzymałość, odporność organizmu, pomaga w zapobieganiu i zwalczaniu różnych chorób. Uprawiając sport dostarczamy organizmowi extra dawkę tlenu – na dłuższą metę wzmacnia to nie tylko serce ale i cały organizm. Aktywność fizyczna jest jednak niesamowicie korzystna również dla naszej psychiki – pomijam odczucie dumy, samozadowolenia czy spełnienia jeżeli udaje nam się przebiec kilka kilometrów albo poćwiczyć na siłowni.

Uprawianie sportu pomaga rozładować negatywne emocje i stres – biegając czy ćwicząc rozluźniamy napięcie mięśni i nawet jeżeli jesteśmy zestresowani, to ‘oszukujemy’ nasz mózg, który dostaje sygnał że ciało jest rozluźnione a więc zrelaksowane. Spróbujcie, to naprawdę działa! Poprawa jakości snu, dotlenienie umysłu to kolejne zalety regularnej aktywności fizycznej. Dziecko, które cały dzień bawiło się na podwórku będzie spało spokojnie i głęboko.

A słyszeliście kiedyś o tzw. ‘euforii biegacza’? To bardzo ciekawe zjawisko pojawiające się u biegaczy długodystansowych lub innych osób uprawiających długotrwałą aktywność fizyczną. Wydaje nam się, że po takim intensywnym wysiłku będziemy wyczerpani i bez życia – tymczasem potężna dawka endorfin sprawia, że czujemy się szczęśliwi, pełni energii i zapominamy o bólu czy zmęczeniu.

Aktywność fizyczna jest szczególnie ważna w rozwoju dzieci. Sami zresztą widzimy to w praktyce – właściwie wszystkie kilkulatki mają taką potrzebę spontanicznego ‘wybiegania się’ – na przerwie w szkole najmniejsze dzieci rzadko spacerują spokojnie po korytarzu, wybierając raczej bieganie – nawet jeżeli chodzi o przejście tylko kilku metrów 😉 Czasami wręcz denerwuje nas, że nasz kilkulatek nie potrafi spokojnie przejść przez ulicę trzymając naszej ręki a musi w tym czasie podskakiwać albo robić niestworzone wygibasy.

Ta chęć spontanicznej aktywności fizycznej jest widoczna u dzieci mniej więcej do 12. roku życia. W okresie dojrzewania ta potrzeba bardzo się zmniejsza – widać to szczególnie u dziewczynek, które czasami bardzo niechętnie ćwiczą na lekcjach w-f-u wymyślając różne ku temu powody albo poszukując sposobów na załatwienie jakiegoś zwolnienia. Jest to normalne – niektórzy badacze uważają, że wiąże się to z dojrzewaniem płciowym, a organizm ‘oszczędza’ wtedy energię niezbędną do prawidłowego rozwoju płciowego.

Młodsze dzieci natomiast bardzo chętnie wykorzystują wszystkie okazje do poruszania się – wiek od ok. 6 do 12 lat to wiek, w którym maluchy z łatwością uczą się jazdy na rolkach, szusowania na nartach czy pływania. Wykorzystajmy to wprowadzając aktywność fizyczną do codziennych nawyków – jeżeli już teraz nauczymy dziecko regularnego uprawiania sportu, w przyszłości nie będą one wyobrażały sobie bez tego życia.

Zachęcam więc, aby jeździć rowerami, na rolkach, biegać i cieszyć się własnym ciałem  i wszystkimi mięśniami, które zostały stworzone po to, aby z nich korzystać! Nie tylko zachęcajmy dzieci do ćwiczeń ale sami również dajmy dobry przykład 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

Szczęśliwe dziecko

Baby English Center

Niezależnie od wieku, kultury i miejsca zamieszkania, wszyscy zgodnie dążymy do szczęścia.

Nie tylko tego pojmowanego jako ogólne powodzenie, spełnienie i pomyślność w życiu ale również tego codziennego szczęścia, którego dostarczają nam małe przyjemności: pyszna herbata, wcześniejszy powrót męża z pracy, dobra ocena, którą  przynosi nasza pociecha. Szczęście to coś nieuchwytnego i bardzo relatywnego- są osoby, które zdawałoby się że mają w życiu wszystko a jednak nie potrafią cieszyć się życiem. Są też takie, które mają bardzo niewiele a codziennie paradują z uśmiechem na ustach. ‚Pieniądze szczęścia nie dają’- mówi się, ale mówi się też że lepiej jest płakać w nowym Porshe 😉 Jak to jest z tym szczęściem? Co trzeba zrobić aby być szczęśliwym, co zdobyć, co osiągnąć?

Pytanie do najprostszych nie należy, więc jak łatwo się domyślić, odpowiedź również taka nie będzie. Szczęście to coś sprzecznego, bo z jednej strony ciągle warto go szukać a z drugiej trzeba się pilnować żeby dostrzec to, którego już doświadczamy. Jest takim patetycznym, pięknym i górnolotnym pojęciem a czasami dostarczają nam go proste, prozaiczne rzeczy. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że szczęście nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek obiektywizmem? 😉

Baby English Center

Bardzo ciekawe spojrzenie na poczucie szczęścia przyjmują autorki książki ‘Duński przepis na szczęście’ – Jessica Alexander oraz Iben Sandahl.  Uważają one, że szczęście to coś co wynosi się  z domu, że polega na specyficznym podejściu do życia, którego da się nauczyć. Opisują duński sposób wychowywania dzieci, który według nich jest kluczem do tego aby  żyć szczęśliwie i w zgodzie ze sobą. Książkę oczywiście gorąco polecam, a poniżej chciałabym wyciągnąć z niej kilka ‚smaczków’ które z pewnością zachęcą do lektury całości!

Autorki twierdzą na przykład, że Duńczycy przywiązują dużą wagę do tego aby przygotowywać dzieci do radzenia sobie w społeczeństwie. Uważają, że kultura zachodnia za bardzo koncentruje się na dobrym zapleczu edukacyjnym zapominając tymczasem o nauce radzenia sobie w trudnych sytuacjach,  wychodzenia z ‚dołka’ kiedy coś idzie nie tak czy po prostu zdobywania przyjaciół. Organizuje się dziecku każdą wolną godzinę zapominając czasami, że czas spędzony wśród rówieśników – nawet jeżeli mieliby się razem trochę ponudzić, jest równie ważny.

Baby English Center

Swobodna zabawa. O znaczeniu zabawy pisałam już w tym artykule–> klik Jedną z bardzo ważnych funkcji rozwojowych zabawy jest nauka radzenia sobie ze stresem w przyszłości. Pozwalając dziecku swobodnie się bawić, czasami nawet w sposób budzący nasze wątpliwości co do bezpieczeństwa tej zabawy, uczymy dziecko organizowania sobie czasu, przebywania samemu ze sobą, radzenia sobie z nudą a czasami – kiedy coś idzie źle – radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Nie musimy przecież interweniować za każdym razem kiedy nasz maluch w zabawie się przewróci albo pokłóci z rówieśnikiem – możemy zaczekać i zobaczyć czy i jak sobie poradzi – może obejdzie się bez interwencji a dziecko nabędzie nową, bezcenną umiejętność życiową ? 🙂

Pamiętacie piękne baśnie Hansa Christiana Andersena? Mało kto wie, że ich oryginalne zakończenia często nie są tak różowe jak te, o których czytamy w kolorowych książkach kupowanych w księgarniach dla dzieci. Opowieści często kończą się tragicznie albo smutno. My tymczasem mamy takie poczucie, że dzieci trzeba koniecznie chronić przed wszelkiego rodzaju nieprzyjemnymi sytuacjami, niekomfortowymi uczuciami i cierpieniem. Cóż, taka nadmierna ochrona zapewnia dobre samopoczucie dziecka praktycznie przez cały czas, jednak nie pozwoli rozwinąć umiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami i przykrymi emocjami. To oczywiste, że chcemy nasze dzieci chronić i dawać im to, co najlepsze ale chcemy też żeby nabywały samodzielności – a bajki, które czasami mają smutne zakończenie to bezpieczny i fajny sposób na oswajanie z nieprzyjemnymi uczuciami.

Baby English Center

Lubimy chwalić nasze dzieci. Budujemy w ten sposób ich pewność siebie, sprawiamy że jest im przyjemnie i są z siebie dumne. Chwalenie to nic złego, faktycznie podbudowuje maluchy i sprawia że mniej się stresują trudnymi zadaniami. Zwróćmy jednak uwagę w jaki sposób je chwalimy. Carol S. Dweck, badaczka z Uniwersytetu Stanforda przeprowadziła badania z których wynika, że mówiąc dziecku że jest zdolne, inteligentne czy bystre sprawiamy że jest ono przekonane o trwałości tych cech; nie muszą więc się dużo uczyć bo przecież są inteligentne; trudne zadanie powinny rozwiązać szybciej niż inne bo są takie bystre. Pojawia się stres, który utrudnia wykonanie zdania! Dlatego przy pochwałach akcentujmy raczej pracę, którą dziecko wkłada w wykonanie trudnego zadania – w ten sposób pokażemy mu, że to nauka sama w sobie oraz wysiłek wkładany w tę naukę dają największą satysfakcję. Nie wyniki.

Być może faktycznie coś jest w duńskim sposobie wychowywania dzieci, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie Duńczycy od lat są uznawani za najszczęśliwszy naród. Wszyscy przecież wiemy,  że poczucie szczęścia to coś, co rodzi się właśnie w naszej głowie –  nie ważne jakie mamy auto, dom, czy jeździmy na wakacje czy nie. Książkę polecam nie tylko młodym, dopiero uczącym się rodzicom ale również tym bardziej doświadczonym – uczymy się przecież przez całe życie 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

 

 

Optymistyczne dzieci. I CAN DO IT!

Chciałabym dzisiaj kontynuować temat optymizmu u dzieci.

W ostatnim artykule przedstawiłam główną myśl teorii Seligmana, przemyciłam też kilka rad. Tym razem zamierzam skupić się na konkretach i podać przynajmniej kilka takich recept, które każdy z nas może wprowadzić w życie już od dzisiaj.

Opisałam ostatnio trzy filary pesymistycznego myślenia. Opierając się na nich oraz na kilku innych założeniach opiszę kilka sposobów na uczenie dzieci pozytywnego myślenia- a przede wszystkim wyeliminowania tych nawyków, które mogą przerodzić się w pesymistyczne nastawienie do życia. Zanim do tego przejdę, chciałabym jednak wyjaśnić dlaczego dzieję się tak, że słowa i zachowania rodziców wywierają olbrzymi wpływ na późniejsze słowa i zachowania dzieci.

Wychowywanie dzieci przez modelowanie jest jednym z najbardziej skutecznych i wpływowych metod. Wykorzystuje fakt, że rodzice są dla maluchów naturalnymi autorytetami i wzorami do naśladowania. Najlepiej jest to zrozumieć uświadamiając sobie, że rodzice przez kilka pierwszych lat życia dziecka są dla niego jedynym otoczeniem. Człowiek jest istotą społeczną i to normalne, że przejmuje zachowania innych. Cokolwiek robimy, mówimy, działamy- podlega to ciągłej obserwacji i analizie ze strony naszych podopiecznych. Dlatego bardzo ważne jest wyrabianie w sobie właściwych postaw – nasze zachowania, gesty, słowa mogą znacząco wpłynąć na sposób w jaki myślą nasze maluchy.

Rozumiemy już mniej- więcej jak i dlaczego działa mechanizm modelowania. Powróćmy teraz do naszych filarów i zastanówmy się jak ‘poruszyć’ te filary aby zmienić zachowania- w pierwszej kolejności nasze, następnie naszych dzieci.

Filar I. Przypominam, że odnosi się do przyczyny porażki, którą pesymista zawsze widzi w sobie i w sowich niedomaganiach – nawet jeżeli nie jest to prawda. Przyczyny szczęścia natomiast upatruje w zbiegu okoliczności- w tym, że „akurat tym razem mi się udało”. Spróbujmy na początek wyłapać w naszym zachowaniu sytuacje w których mówimy, że jesteśmy beznadziejni, a to, że nam się nie udało to nasza wina. Zastanówmy się ile razy w przypadku kiedy coś osiągnęliśmy- mam na myśli również takie drobne ‘sukcesy’ jak to, że zdążyliśmy na autobus mimo że wstaliśmy później niż zwykle- jak często upatrywaliśmy przyczyny w okolicznościach i mówiliśmy że akurat ‘tym razem’ nam się udało? Wyłapmy takie zachowania i zmieńmy je. Jeżeli coś nam się udaje, nie bójmy się powiedzieć głośno: „to moja zasługa- udało mi się, bo zapracowałem na to”. Niech dziecko słyszy to i uczy się. Nie zawsze jest tak, że porażka jest naszą winą. W niektórych sytuacjach nie mamy wpływu na okoliczności i nie możemy wszystkiego przewidzieć. Nie zawsze porażka jest naszą winą.

Filar II. Dotyczył zasięgu naszych niepowodzeń. Pesymista uważa, że porażka która mu się przytrafiła ma ogromny zasięg- jedno niepowodzenie ciągnie za sobą kolejne. Optymista jest w stanie uświadomić sobie, że jedna porażka wcale nie musi oznaczać kolejnych- nie ma takiego odruchu do generalizowania. „Nie powiodło mi się w pracy- trudno.” Nie mówmy „Nic mi się nie udaje”, „Wszystko idzie źle”. To są pułapki, w które nasze dzieci się wsłuchują- i czy tego chcemy czy nie, wkładamy je do ich umysłu, powodując że stosują te same wzorce i zachowują się w podobny sposób. Jeżeli zobaczymy, że nasz synek przychodzi zmartwiony z przedszkola i mówi „Nic mi się dzisiaj nie udało”, zapytajmy co mu nie poszło. Spróbujmy znaleźć sytuacje w których dziecko wykazało się sprytem, logicznym myśleniem.

Filar III. Odnosił się do stałości występowania porażek. Pesymista uważa, że to co mu się nie udało raz, nie udaje się zawsze. Nabiera w ten sposób przekonania, że nie warto próbować bo i tak się nie powiedzie. Skąd w takim razie wziąć motywację? Kiedy sami mówimy „Spóźniłam się na autobus, jak zawsze”- nasze dziecko co prawda tylko osłuchuje się z tymi słowami, ale z czasem uczy się, ponieważ w zachowaniu zaczyna wzorować się na rodzicach.

optymizm

Jeżeli chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, róbmy to stopniowo. Tak jak już wyżej napisałam, możemy najpierw zacząć od ‚wyłapywania’ myśli czy komentarzy wiejących pesymizmem. Jeżeli zaczniemy wyłapywać takie rzeczy u siebie, łatwiej będzie nam wyłapać je też u dziecka. Kiedy usłyszymy, że powie: „Mamo, znowu dostałam dwóję!”, przypomnijmy dziecku sytuację w której udało mu się dostać lepszą ocenę. Niech nie nadużywa słówka „zawsze”, bo po pierwsze- uwierzy w to co mówi, a po drugie poczuje się bezsilne- pomyśli, że skoro dostało złą ocenę, to jest gorszy z matematyki i zawsze będzie miało gorszą ocenę. Nie znajdzie motywacji.

Wiele pułapek czeka kiedy karcimy dziecko. Mówimy: „Ale z Ciebie bałaganiarz!” albo: „Jak zwykle nie umiałeś zachować się w sklepie!” Dziecko znowu pomyśli, że tak musi być, że takie jest i nawet nie spróbuje tego zmienić. Zapytajmy dlaczego dzisiaj nie posprzątał pokoju- przypomnijmy jaki ostatnio był w nim porządek, kiedy maluch sam poukładał zabawki na półce. Zamiast: „jak zwykle nie zachowałeś się odpowiednio” powiedzmy: „nie zachowałeś się dzisiaj odpowiednio.” Wtedy dziecku łatwiej będzie się zmotywować i postarać następnym razem.

W szkole czy w przedszkolu jest różnie- wiadomo. Czasami maluch się z kimś pokłóci, czasami pani przedszkolanka nakrzyczy. Nie wmawiajmy dziecku, że „nie ma się czym przejmować”, że „to nic takiego.” Nie negujmy jego zmartwień, one dla malucha są tak samo poważne jak nasze problemy. Jeżeli coś nie udało się w szkole to nawet jeżeli dla nas i dla otoczenia będzie to błahostką, małe dziecko może naprawdę się przejmować. Spróbujmy zrozumieć, powiedzmy: „Rozumiem, że smutno Ci bo Kasia pogniewała się na Ciebie.” Nie pozwólmy myśleć dziecku, że negatywne emocje trzeba na siłę zwalczać. One są normalne jeżeli zdarzy się coś, co nie idzie po naszej myśli. Trzeba je po prostu przeżyć- potem wszystko wraca do normy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie porady które opisałam dotyczą tylko wybiórczych sytuacji. Trudno jest w jednym artykule opisać całą myśl Seligmana. Jako uzupełnienie mogę jeszcze raz polecić książki, o których ostatnio już pisałam. Będzie to świetna lektura dla każdego rodzica!

Na zakończenie dodam jeszcze, że również w Baby English Center staramy się zaszczepić optymizm u dzieci. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy na nasze maluchy bardzo duży wpływ, dlatego też w naszej szkole często mówimy:

I can do it! Yes, I can! Try again! – TO TAKIE PROSTE 😉

red. Klaudia Grzelaczyk

Optymistyczne dzieci, jak to zrobić?

radość4 (1)

Przepis na optymistyczne dziecko?

Jakiś czas temu wpadła mi do rąk świetna książka. Jej autor- Martin Seligman, znany amerykański psycholog spędził wiele lat życia badając optymistów i pesymistów. Chciałabym poświęcić trochę miejsca na teorię, która mimo że wydaje się skomplikowana, opiera się tak naprawdę na prostych założeniach.

Wygląda na to, że odbiega ona( przynajmniej moim zdaniem) od potocznego rozumienia optymizmu. Dlaczego? Zastanówmy się przez chwilę: kiedy ktoś poniesie porażkę i potem  mówi: Jakoś się ułoży, albo: Będzie dobrze, mówimy o takiej osobie że myśli optymistycznie. Mamy teraz przed oczyma obraz człowieka nie przejmującego się niepowodzeniem, nie dostrzegającego jego negatywnych konsekwencji, próbującego (trochę na siłę) obrócić negatywne aspekty w pozytywne, prawda? Denerwuje nas w gruncie rzeczy takie podejście- no bo jak można się cieszyć z niezdanej matury pocieszając się słowami: to nic że nie zdałem- będę miał cały rok żeby zastanowić się nad kierunkiem studiów. Myślimy, że optymista to ktoś kto wiecznie chodzi uśmiechnięty i dla każdego jest miły albo nie denerwuje się kiedy coś pójdzie mu źle? Niezupełnie.

Zanim zastanowimy się nad przepisem na optymistyczne dziecko, spróbuję wyjaśnić pokrótce o co tak naprawdę Seligmanowi chodzi.

Człowiek całkowicie zdany na łaskę innych, niezdolny do chodzenia, panowania nad swoim ciałem i zachowaniami. Całkowicie zależny od opiekunów i w zasadzie nieświadomy tego, co się wokół niego dzieje. Przypomina to kogoś? Oczywiście że przypomina. Noworodka. Noworodka i jego bezradność- tu wszystko się zaczyna. Małe dziecko stopniowo uczy się kontroli nad swoim ciałem, nad odruchami fizjologicznymi, nad zachowaniami. Orientuje się, że jeżeli będzie płakać lub krzyczeć wystarczająco długo, mama wreszcie przyjdzie i przytuli. Stopniowo ten zakres kontroli u dziecka zwiększa się. Zaczyna ono dostrzegać, że to co robi może zmieniać przyszłość. Zatrzymajmy się tu na chwilę.

Zakres kontroli możemy mieć duży albo mały. Duży zakres kontroli to przekonanie, że nasze działania wpływają na nasze życie: jeżeli będę uprawiać regularnie sport i zdrowo się odżywiać, zachowam dobre zdrowie. Inna osoba może pomyśleć, że i tak zdrowie mamy w genach i bez względu na to czy będziemy jeść dużo, mało, czy będziemy uprawiać sport czy nie- prawdopodobieństwo zachorowania jest takie samo dla wszystkich. I to takie podejście Seligman nazywa bezradnością- bezradność z kolei jest fundamentem pesymizmu.

Skąd się bierze bezradność? Skąd my- ludzie kreujący otaczający nas Świat- architekci projektujący budynki, naukowcy obalający i tworzący nowe teorie, lekarze leczący ludzi i wreszcie rodzice wychowujący swoje pociechy bierzemy przekonanie o bezradności?

Nie chcąc straszyć ewentualnym uciekaniem w fantazje, filozofowaniem czy zbytnim zagłębianiem się w zawiłości psychologicznych teorii, a skupiając się na konkretach: chodzi mniej- więcej o to, że myślenie optymistyczne i pesymistycznie bazuje na trzech filarach:

-Filar I: Odnosi się do przyczyny porażki. Pesymista zawsze mówi, że to jego wina. Nie zdążyłem na autobus? Co z tego, że przyjechał wcześniej niż zwykle, to ja wyszedłem za późno z domu. Nie zdałem egzaminu na prawo jazdy? Nie przygotowałem się wystarczająco. Nie powiodło się w pracy? Nie byłem wystarczająco dobry. Jestem beznadziejny.

-Filar II: Jaki wpływ na moje życie ma ta porażka? I znowu pesymista: pomyśli, że skoro coś nie udało się w pracy, to nie będzie się udawało także w rodzinie, w relacjach z przyjaciółmi, w poszukiwaniu partnera, w egzaminie na prawo jazdy, w przechodzeniu przez jezdnię. Powie: Jestem beznadziejny, jak we wszystkim.

-Filar III: Jak często ponoszę porażkę? Osoba myśląca pesymistycznie powie, że nie udało jej się jak zawsze. Bo nigdy nie była zbyt dobra w nauce, jak zwykle nie udało jej się czegoś osiągnąć.

Warto zauważyć, że te filary dotyczą sposobu, w jaki człowiek myśli już od dziecka. Tkwiąc w przekonaniu, że wszystkie klęski są naszą winą, że wpływają na wszystkie aspekty naszego życia, że przydarzają się za każdym razem, chcąc nie chcąc- ‚przeszczepiamy’ to przekonanie naszym dzieciom. Słowa, które wyróżniłam są według mnie takimi słowami- kluczami. Nadużywając ich, szczególnie wtedy kiedy coś nam się nie udaje- nie ważne czy zapomnimy kluczy do domu, czy nie powiedzie nam się ważny projekt- uczymy podobnych przekonań również nasze maluchy.

Chcąc więc zaszczepić optymizm u własnych dzieci, warto byłoby najpierw  zmienić swój sposób reagowania, myślenia, zwłaszcza w obliczu porażek. Dzieci widzą nasze zachowanie, a rodzice wykorzystując fakt, że są dla swoich pociech idolami i wzorami do naśladowania mogą wpłynąć na ich postępowanie.

radość9

Optymizm nie polega więc na bezmyślnym powtarzaniu że ‚wszystko będzie dobrze’ ani na szukaniu na wyrost pozytywnych aspektów negatywnych zdarzeń. Optymiści również denerwują się kiedy coś im się nie uda, są smutni, źli na siebie. Różnica polega na tym, że porażki widzą jako coś przejściowego. W przeciwieństwie do pesymistów, nie utrwalają w sobie przekonania, że to co się nie udało w jednej dziedzinie  wpływa na inne, albo że jedna porażka jest przyczyną kolejnych.

Podsumowując pierwszą część artykułu, mam nadzieję, że udało mi się zainspirować kogokolwiek do przeczytania książek Martina Seligmana: tej, którą moglibyśmy odnieść do nas samych( ‚Optymizmu można się nauczyć’) oraz drugiej, dotyczącej raczej naszych dzieci: ‚Optymistyczne dziecko’. Może warto pomyśleć o małej zmianie w życiu- zmianie zaczynającej  się od wyeliminowania  pozornie niewinnych słówek( Jestem beznadziejny, beznadziejny jak we wszystkim, jak zawsze, nigdy, jak zwykle) w odpowiednich sytuacjach. Nic w gruncie rzeczy nie tracimy a możemy wiele zyskać.

red. Klaudia Grzelaczyk

Na podstawie: M. Seligman ‚Optymizmu można się nauczyć’.