5 niechlubnych błędów wychowawczych

Wychowanie dziecka to nie lada sztuka wymagająca mnóstwa cierpliwości i naprawdę trudna. Czy zawsze udaje się robić to dobrze? Niekoniecznie bo nikt nie jest idealny. Warto jednak zwrócić uwagę na te kwestie wychowania, które mogą mieć negatywny wpływ na dalszy rozwój i których szczególnie warto byłoby unikać.

1. Traktowanie dziecka (za bardzo) jak dziecko.

Rodzice często w stosunku do swoich dzieci są bardzo dyrektywni, narzucający swoją wolę, wiedzący wszystko lepiej. Oczywiście, że zazwyczaj jest to uzasadnione, bo naturalnie rodzice mają za sobą o wiele więcej lat doświadczeń i ogólnie życia. Ale bywają kwestie, w których dziecko mogłoby samo podjąć jakąś decyzję (np. w co się ubrać, jak spędzić czas wolny etc.) Jest to świetna okazja aby wzmagać w dziecku tzw. poczucie własnej skuteczności, a to z kolei jest bardzo wartościowa cecha pozytywnie wpływająca na poczucie szczęścia i optymizm. Inny przykład to wyjaśnianie różnych kwestii dziecku. Czasami wydaje nam się, że coś jest oczywiste i zamiast wyjaśnić przyczyny jakiegoś zdarzenia, używamy argumentacji na zasadzie ‚nie bo nie’. Tymczasem często jest tak, że warto poświęcić trochę czasu na wytłumaczenie różnych kwestii albo nawet wejście z dzieckiem w polemikę. To świetna okazja aby je czegoś nauczyć i wspomóc poczucie własnej wartości ( bo jeżeli dyskutujemy z dzieckiem to damy mu poczucie że jest nam równe).

2. Uleganie dla świętego spokoju.

Klasyczny przykład dziecka w supermarkecie terroryzującego rodzica krzykami, płaczem i ogólnie ‚dramatem’ jeżeli ten nie kupi mu upatrzonej zabawki obrasta już w legendę 😉 Jest to jednak wciąż najlepszy przykład na to,  co się dzieje kiedy rodzic ulega dziecku dla tzw. ‚świętego spokoju’. Wystarczy zrobić to kilka razy, a dziecko uczy się, że wymuszanie czegoś krzykiem albo płaczem czasami działa, więc będzie próbować robić to jak  najczęściej.

3. Bagatelizowanie uczuć.

Ten temat pojawił się już wcześniej na blogu, ale zwracamy na niego uwagę jeszcze raz tylko dlatego, że jest niesamowicie ważny. Dziecięcy, rozwijający się mózg jest ekstremalnie wrażliwy na różne bodźce a okres rozwoju jest takim okresem, kiedy nadaje mu się pewien kształt, pewien sposób myślenia. Zaprzeczane uczuciom dziecka, negowanie ich ważności na zasadzie wmawiania że ‚nic takiego przecież się nie stało’, ‚nie ma czego płakać’, ‚to nie jest powód do histerii’ daje przekonanie, że pewnych emocji nie powinno się przeżywać, że nie ma do nich prawa albo że powinno się je zdusić. Nie trzeba dodawać, że rezultat może być nieciekawy.

4. Brak cierpliwości.

Brak cierpliwości dla dziecka widać często i w wielu różnych sytuacjach. Wychowanie wymaga niesamowitych jej pokładów, ale warto. Oczywiście, że odpowiadanie na serie niekończących się pytań jest nużące i bywa denerwujące. Ale dzieci tak uczą się świata i nie wolno im tej możliwości odbierać. Podobnie w ekstremalnych sytuacjach, wymienionych wcześniej (histeria w sklepie) cierpliwość jest szczególnie wymagana. Dziecko tę cierpliwość obserwuje, zauważa i widzi, że nie jest w stanie wyprowadzić rodzica z równowagi i spowodować uległość.

5. Zły przykład albo brak dobrego przykładu.

Chcemy wychować dziecko idealnie, utrwalać w nim dobre nawyki i przyzwyczajenia. Jeżeli wymagamy tego od dziecka, to pamiętajmy, że w pierwszej kolejności sami musimy dawać dobry przykład. Bo jak rodzic, stawiający się za autorytet może za taki uchodzić jeżeli sam nie daje dobrego przykładu? Nauka pozytywnych przyzwyczajeń w ogóle jest najskuteczniejsza kiedy robi się to poprzez modelowanie. Dzieci widząc, że takie nawyki dają określone rezultaty, powielają je i nawet nie trzeba tego narzucać.

A Wam jakie błędy zdarza się popełniać w wychowaniu?

 

 

Tablet dla dziecka? Za i przeciw :)

Dziś rozważymy wszystkie za i przeciw dla kupowania tabletu dla dziecka

Rodzice, których szczęściem jest posiadanie młodszych, kilkuletnich dzieci doskonale znają wartość godziny albo dwóch błogiego spokoju. Czas tylko dla siebie to coś, o co świeżo upieczeni rodzice walczą, zabiegają, czasami też coś o czym zapominają 😉  Myślę, że to właśnie młodym rodzicom perspektywa kupna tabletu dla dziecka wydaje się najbardziej kusząca – jednocześnie mnożą się wszystkie ‚przeciw’, które możemy łatwo znaleźć w Internecie czy też mediach społecznościowych. Czy tablet jest dobrym prezentem dla kilkuletniego dziecka? Spróbujmy dzisiaj rozważyć wszystkie ‚za i przeciw’, tak aby rodzicom łatwiej było podjąć decyzję 🙂

Przeciw: wpływ tabletu na psychikę dziecka nie jest jeszcze dobrze zbadany.

Może fakt, że wpływ tabletów i innych urządzeń elektronicznych na rozwój i funkcjonowanie psychiczne dziecka nie jest jeszcze dobrze zbadany, nie stanowi wystarczającego dowodu na wrzucenie go do worka ‚przeciw’, sądzę jednak że w tym przypadku będzie to zdecydowanie najbezpieczniejsza opcja. Lepiej ‚dmuchać na zimne’ jak to mówią i pamiętać, że tablety i inne urządzenia elektroniczne to stosunkowo nowe ‚zjawiska’, o których co prawda pisze i mówi się sporo (częściej w negatywnym kontekście), jednak stricte naukowych dowodów i badań na ten temat jakoś bardzo dużo nie ma.

Za: tablet może być prawdziwym wybawieniem w sytuacjach publicznych.

Ten wyjątkowo potężny argument ciężko zbagatelizować. Tablet czy też telefon to tak bardzo atrakcyjne dla dzieci ‚zabawki’, że praktycznie gwarantowane jest przynajmniej kilkadziesiąt minut spokoju. Szczególną wiedzę na ten temat mają rodzice dzieci, którzy często z pociechami podróżują czy przesiadują w kolejkach do lekarza. ‚Sytuacja publiczna’, kiedy mamy do czynienia z wieloma osobami które chcą w ciszy i spokoju spędzić podróż albo poczytać w poczekalni potrafi być naprawdę stresująca dla matki, której dziecko jest marudne. Tablet to w takich sytuacjach wybawienie, któremu nie sposób odmówić skuteczności – i to jest jedna z większych ( o ile nie największa) zaleta tego urządzenia.

Przeciw: tablet może być uzależniający.

Podobnie zresztą jak inne, atrakcyjne dla dziecka obiekty wykorzystywane w ‚sprzyjających’ sytuacjach. Tablet na pewno nie powinien być lekiem na frustracje i złości. Dlaczego? Ponieważ dzieci w toku rozwoju nabywają m.in. umiejętności radzenia sobie z emocjami. Szczególnie widać to u 2,3 – latków u których ma miejsce pierwszy bunt. Dzieci uczą się wtedy radzić sobie z negatywnymi emocjami. Tablet w takich sytuacjach odwraca uwagę nie pozwalając przepracować tych negatywnych emocji, co może skutkować nieumiejętnością radzenia sobie z nimi w przyszłości.

Za: tablet może służyć do nauki.

Obecnie na rynku dostępnych jest mnóstwo aplikacji i gier skierowanych specjalnie dla dzieci, umożliwiających naukę nowego słownictwa, naukę języków i generalnie przekazujące wiedzę o świecie w przystępny dla malucha sposób. Atrakcyjne formy interaktywnych gier ułatwiają i przyspieszają naukę. Trzeba tylko pamiętać, że nie może to być jedyna forma przyswajania wiedzy o świecie, a najważniejszy sposób to nauka przed doświadczenie 🙂

Przeciw: przesiadywanie przed tabletem może negatywnie wpływać na różne zdolności umysłowe.

Może nie znaczy musi. Ale  niepokojące jest, że w różnych artykułach w Internecie można natknąć się na sygnały jakoby tablety i aplikacje w nich zawarte mogły wywierać negatywny wpływ na rozwój mowy, rozwój emocjonalny, koncentrację czy komunikację. Na blogach, forach czy też stronach internetowych łatwo można natknąć się na opinie matek, których dzieci często używające tabletów miewają problemy z koncentracją, bywają rozkojarzone czy zdarzają im się napady złości. Tak jak już wcześniej wspomniałam – lepiej dmuchać na zimne i ostrożnie podchodzić do tego typu zabawek 🙂

Czy są jeszcze jakieś ‚za’?

Cóż, nadszedł ten moment w którym trudno jest znaleźć więcej głosów za udostępnianiem dziecku tabletu. Nie ma co zresztą szukać zalet ‚na siłę’, skoro jest o nie tak trudno 😉 Być może zasada dmuchania na zimne sprawdzi się w tym przypadku najlepiej;)

Mimo wszystko warto jednak zauważyć, że w dzisiejszych czasach niemożliwe jest wychowanie dziecka bez udostępniania mu różnych elektronicznych urządzeń. Chcemy czy nie, technika idzie do przodu a duch czasu nie patrzy łaskawie na tych, którzy za nim nie nadążają 😉  Najrozsądniejsze tutaj będzie zdrowe wyważenie proporcji i rozsądne podejście do sprawy – bez przesady w jedną i drugą stronę – serdecznie polecam! 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

 

Moda na pewność siebie :)

pewność siebie

Modne są ostatnimi czasy wszelkiego rodzaju hasła na temat pewności siebie.

Pisze się masę szkoleń, prowadzi mnóstwo warsztatów, które mają podnieść poczucie naszej własnej wartości. W Internecie możemy znaleźć na ten temat całą kopalnię wiedzy – psychologowie i trenerzy prześcigają się wręcz w wymyślaniu kolejnych sposobów na zbudowanie tej cechy. Dlaczego właściwie pewność siebie jest taka fajna i taka modna? Czym jest i co nam daje?

pewność siebie

Spróbujmy zdefiniować jakoś pewność siebie, tak żebyśmy mieli pojęcie o czym będziemy mówić. Generalnie pewność siebie ma pozytywną konotację – zazdrościmy osobom pewnym siebie, podziwiamy ich za to, że wiedzą czego chcą i znają swoją wartość. Zdarza się, że pewność siebie mylimy z różnymi negatywnymi cechami, np. z arogancją albo bezczelnością – ale czujemy intuicyjnie, że to nie jest to samo.  Jacy są zatem ludzie pewni siebie? Osoby pewne siebie to takie, które znają swoją wartość, wiedzą jakie mają dobre ALE TEŻ słabe strony. Mają generalne przekonanie że sprawy w ich życiu potoczą się pomyślnie. Osoby pewne siebie mają konkretne zdanie na różne tematy, potrafią to zdanie wyrażać i przy nim trwać. Tak naprawdę cecha ta jest pokrewna optymizmowi czy wysokiej (i adekwatnej) samoocenie. Pewność siebie jest ‘na czasie’ dlatego, że ostatnio w modzie jest indywidualizm, samorozwój, szeroka wiedza na różne tematy – a wszystkie te cechy wiążą się z pewnością siebie właśnie.

Dlaczego jest taka fajna i pożądana? Chociażby dlatego, że osoby pewne siebie są pozytywnie postrzegane. Wydaje nam się, że idzie im w życiu lepiej, że łatwiej znajdują pracę, lepiej wypadają na prezentacjach, są też generalnie bardziej szczęśliwe. W dzisiejszych czasach, kiedy duże znaczenie ma indywidualizm, parcie na sukces, osoby pewne siebie mają łatwiej. Warto tę pewność siebie budować już od najmłodszych lat – pamiętając jednak, że jest to cecha pozytywna, zbudowana na FAKTYCZNYCH zaletach oraz że nie oznacza rezygnowania ze skromności 😉

Gdybyśmy zastanowili się nad tym, skąd się bierze pewność siebie, doszlibyśmy do wniosku, że kluczowe znaczenie ma to, co mówią o nas inni oraz to jak odnosimy te rzeczy do siebie. Kiedy ktoś nas w jakiś sposób ocenia – nawet wyrażając zdanie mimiką twarzy czy swoim zachowaniem  nie wprost – trafia to do nas, sprawia że odczuwamy jakieś emocje i zastanawiamy się nad opinią innych. Również to, co udaje nam się dokonać sprawia że czujemy się bardziej pewni siebie i podnosi się nasza samoocena.

Jak w takim  razie budować pewność siebie już od najmłodszych lat? Podobnie jak wszystkie inne atuty osobowości, tak i pewność siebie jest zbudowana na bezwarunkowej miłości rodziców, którzy akceptują wszystkie cechy dziecka, również wady. Daje to poczucie bezpieczeństwa i pozwala zbudować silne, ‘zdrowe’ przekonanie, że jest się wartościowym człowiekiem. Chwalenie dziecka to również dobry sposób, ale zwracajmy uwagę na to, za co chwalimy. Bo pochwały powinny być przede wszystkim adekwatne do wysiłku włożonego w jakąś pracę, nie można chwalić za wszystko i nie chwalić wcale 😉 Ważne jest aby nie porównywać dziecka z innymi – to uczy  takiego schematu porównywania swoich osiągnięć z osiągnięciami innych i chęci osiągania kolejnych sukcesów nie dla siebie ale żeby ‘pokazać innym’.

Pamiętajmy też o świętej metodzie wychowywania przez modelowanie – większość naszych zachowań jest bacznie obserwowanych i kopiowanych przez nasze dzieci. Zwróćmy uwagę na własną pewność siebie, na to czy potrafimy optymistycznie myśleć, czy potrafimy cieszyć się z sukcesów i dostrzegać wady. Niełatwo jest tak naprawdę zachować balans między bezzasadnymi pochwałami a przesadną skromnością, ale jeżeli zaufamy własnej rodzicielskiej intuicji, okaże się, że jest to całkiem proste 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Bieganie jak narkotyk

Słyszeliście kiedyś o cudownej substancji, która działa jak narkotyk dając poczucie zadowolenia, przyjemności i szczęścia znosząc jednocześnie odczucia bólu czy zmęczenia?

Endorfiny działają jak naturalne opioidy które wywołują uczucie harmonii, relaksu, radości i odprężenia. W ekstremalnych sytuacjach, kiedy nasze ciało wystawione jest na trudne warunki (np. w czasie porodu) organizm wytwarza ekstremalną dawkę tego hormonu, co pozwala znieść ból i wkrótce o nim zapomnieć. Jednym ze sposobów na naturalne wytwarzanie endorfin jest aktywność fizyczna – i do tego właśnie chciałabym nakłonić dzisiaj wszystkich rodziców i ich pociechy.

O tym jak ważny dla naszego ciała jest wysiłek fizyczny rozwodzą się lekarze, pediatrzy, nauczyciele i mnóstwo specjalistów z innych dziedzin. Doskonale wiemy, że sport dobrze działa na nasze ciało – pomaga w utrzymaniu prawidłowej sylwetki, zwiększa wytrzymałość, odporność organizmu, pomaga w zapobieganiu i zwalczaniu różnych chorób. Uprawiając sport dostarczamy organizmowi extra dawkę tlenu – na dłuższą metę wzmacnia to nie tylko serce ale i cały organizm. Aktywność fizyczna jest jednak niesamowicie korzystna również dla naszej psychiki – pomijam odczucie dumy, samozadowolenia czy spełnienia jeżeli udaje nam się przebiec kilka kilometrów albo poćwiczyć na siłowni.

Uprawianie sportu pomaga rozładować negatywne emocje i stres – biegając czy ćwicząc rozluźniamy napięcie mięśni i nawet jeżeli jesteśmy zestresowani, to ‘oszukujemy’ nasz mózg, który dostaje sygnał że ciało jest rozluźnione a więc zrelaksowane. Spróbujcie, to naprawdę działa! Poprawa jakości snu, dotlenienie umysłu to kolejne zalety regularnej aktywności fizycznej. Dziecko, które cały dzień bawiło się na podwórku będzie spało spokojnie i głęboko.

A słyszeliście kiedyś o tzw. ‘euforii biegacza’? To bardzo ciekawe zjawisko pojawiające się u biegaczy długodystansowych lub innych osób uprawiających długotrwałą aktywność fizyczną. Wydaje nam się, że po takim intensywnym wysiłku będziemy wyczerpani i bez życia – tymczasem potężna dawka endorfin sprawia, że czujemy się szczęśliwi, pełni energii i zapominamy o bólu czy zmęczeniu.

Aktywność fizyczna jest szczególnie ważna w rozwoju dzieci. Sami zresztą widzimy to w praktyce – właściwie wszystkie kilkulatki mają taką potrzebę spontanicznego ‘wybiegania się’ – na przerwie w szkole najmniejsze dzieci rzadko spacerują spokojnie po korytarzu, wybierając raczej bieganie – nawet jeżeli chodzi o przejście tylko kilku metrów 😉 Czasami wręcz denerwuje nas, że nasz kilkulatek nie potrafi spokojnie przejść przez ulicę trzymając naszej ręki a musi w tym czasie podskakiwać albo robić niestworzone wygibasy.

Ta chęć spontanicznej aktywności fizycznej jest widoczna u dzieci mniej więcej do 12. roku życia. W okresie dojrzewania ta potrzeba bardzo się zmniejsza – widać to szczególnie u dziewczynek, które czasami bardzo niechętnie ćwiczą na lekcjach w-f-u wymyślając różne ku temu powody albo poszukując sposobów na załatwienie jakiegoś zwolnienia. Jest to normalne – niektórzy badacze uważają, że wiąże się to z dojrzewaniem płciowym, a organizm ‘oszczędza’ wtedy energię niezbędną do prawidłowego rozwoju płciowego.

Młodsze dzieci natomiast bardzo chętnie wykorzystują wszystkie okazje do poruszania się – wiek od ok. 6 do 12 lat to wiek, w którym maluchy z łatwością uczą się jazdy na rolkach, szusowania na nartach czy pływania. Wykorzystajmy to wprowadzając aktywność fizyczną do codziennych nawyków – jeżeli już teraz nauczymy dziecko regularnego uprawiania sportu, w przyszłości nie będą one wyobrażały sobie bez tego życia.

Zachęcam więc, aby jeździć rowerami, na rolkach, biegać i cieszyć się własnym ciałem  i wszystkimi mięśniami, które zostały stworzone po to, aby z nich korzystać! Nie tylko zachęcajmy dzieci do ćwiczeń ale sami również dajmy dobry przykład 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

Szczęśliwe dziecko

Baby English Center

Niezależnie od wieku, kultury i miejsca zamieszkania, wszyscy zgodnie dążymy do szczęścia.

Nie tylko tego pojmowanego jako ogólne powodzenie, spełnienie i pomyślność w życiu ale również tego codziennego szczęścia, którego dostarczają nam małe przyjemności: pyszna herbata, wcześniejszy powrót męża z pracy, dobra ocena, którą  przynosi nasza pociecha. Szczęście to coś nieuchwytnego i bardzo relatywnego- są osoby, które zdawałoby się że mają w życiu wszystko a jednak nie potrafią cieszyć się życiem. Są też takie, które mają bardzo niewiele a codziennie paradują z uśmiechem na ustach. ‚Pieniądze szczęścia nie dają’- mówi się, ale mówi się też że lepiej jest płakać w nowym Porshe 😉 Jak to jest z tym szczęściem? Co trzeba zrobić aby być szczęśliwym, co zdobyć, co osiągnąć?

Pytanie do najprostszych nie należy, więc jak łatwo się domyślić, odpowiedź również taka nie będzie. Szczęście to coś sprzecznego, bo z jednej strony ciągle warto go szukać a z drugiej trzeba się pilnować żeby dostrzec to, którego już doświadczamy. Jest takim patetycznym, pięknym i górnolotnym pojęciem a czasami dostarczają nam go proste, prozaiczne rzeczy. Dlaczego tak jest? Może dlatego, że szczęście nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek obiektywizmem? 😉

Baby English Center

Bardzo ciekawe spojrzenie na poczucie szczęścia przyjmują autorki książki ‘Duński przepis na szczęście’ – Jessica Alexander oraz Iben Sandahl.  Uważają one, że szczęście to coś co wynosi się  z domu, że polega na specyficznym podejściu do życia, którego da się nauczyć. Opisują duński sposób wychowywania dzieci, który według nich jest kluczem do tego aby  żyć szczęśliwie i w zgodzie ze sobą. Książkę oczywiście gorąco polecam, a poniżej chciałabym wyciągnąć z niej kilka ‚smaczków’ które z pewnością zachęcą do lektury całości!

Autorki twierdzą na przykład, że Duńczycy przywiązują dużą wagę do tego aby przygotowywać dzieci do radzenia sobie w społeczeństwie. Uważają, że kultura zachodnia za bardzo koncentruje się na dobrym zapleczu edukacyjnym zapominając tymczasem o nauce radzenia sobie w trudnych sytuacjach,  wychodzenia z ‚dołka’ kiedy coś idzie nie tak czy po prostu zdobywania przyjaciół. Organizuje się dziecku każdą wolną godzinę zapominając czasami, że czas spędzony wśród rówieśników – nawet jeżeli mieliby się razem trochę ponudzić, jest równie ważny.

Baby English Center

Swobodna zabawa. O znaczeniu zabawy pisałam już w tym artykule–> klik Jedną z bardzo ważnych funkcji rozwojowych zabawy jest nauka radzenia sobie ze stresem w przyszłości. Pozwalając dziecku swobodnie się bawić, czasami nawet w sposób budzący nasze wątpliwości co do bezpieczeństwa tej zabawy, uczymy dziecko organizowania sobie czasu, przebywania samemu ze sobą, radzenia sobie z nudą a czasami – kiedy coś idzie źle – radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Nie musimy przecież interweniować za każdym razem kiedy nasz maluch w zabawie się przewróci albo pokłóci z rówieśnikiem – możemy zaczekać i zobaczyć czy i jak sobie poradzi – może obejdzie się bez interwencji a dziecko nabędzie nową, bezcenną umiejętność życiową ? 🙂

Pamiętacie piękne baśnie Hansa Christiana Andersena? Mało kto wie, że ich oryginalne zakończenia często nie są tak różowe jak te, o których czytamy w kolorowych książkach kupowanych w księgarniach dla dzieci. Opowieści często kończą się tragicznie albo smutno. My tymczasem mamy takie poczucie, że dzieci trzeba koniecznie chronić przed wszelkiego rodzaju nieprzyjemnymi sytuacjami, niekomfortowymi uczuciami i cierpieniem. Cóż, taka nadmierna ochrona zapewnia dobre samopoczucie dziecka praktycznie przez cały czas, jednak nie pozwoli rozwinąć umiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami i przykrymi emocjami. To oczywiste, że chcemy nasze dzieci chronić i dawać im to, co najlepsze ale chcemy też żeby nabywały samodzielności – a bajki, które czasami mają smutne zakończenie to bezpieczny i fajny sposób na oswajanie z nieprzyjemnymi uczuciami.

Baby English Center

Lubimy chwalić nasze dzieci. Budujemy w ten sposób ich pewność siebie, sprawiamy że jest im przyjemnie i są z siebie dumne. Chwalenie to nic złego, faktycznie podbudowuje maluchy i sprawia że mniej się stresują trudnymi zadaniami. Zwróćmy jednak uwagę w jaki sposób je chwalimy. Carol S. Dweck, badaczka z Uniwersytetu Stanforda przeprowadziła badania z których wynika, że mówiąc dziecku że jest zdolne, inteligentne czy bystre sprawiamy że jest ono przekonane o trwałości tych cech; nie muszą więc się dużo uczyć bo przecież są inteligentne; trudne zadanie powinny rozwiązać szybciej niż inne bo są takie bystre. Pojawia się stres, który utrudnia wykonanie zdania! Dlatego przy pochwałach akcentujmy raczej pracę, którą dziecko wkłada w wykonanie trudnego zadania – w ten sposób pokażemy mu, że to nauka sama w sobie oraz wysiłek wkładany w tę naukę dają największą satysfakcję. Nie wyniki.

Być może faktycznie coś jest w duńskim sposobie wychowywania dzieci, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie Duńczycy od lat są uznawani za najszczęśliwszy naród. Wszyscy przecież wiemy,  że poczucie szczęścia to coś, co rodzi się właśnie w naszej głowie –  nie ważne jakie mamy auto, dom, czy jeździmy na wakacje czy nie. Książkę polecam nie tylko młodym, dopiero uczącym się rodzicom ale również tym bardziej doświadczonym – uczymy się przecież przez całe życie 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

 

 

Trudne emocje – cz.2

Dzisiaj kontynuujemy temat emocjonalności skupiając się przede wszystkim na aspekcie inteligencji emocjonalnej.

Teorii na ten temat jest wiele, ale tak naprawdę każda z nich zdaje się zawierać esencję tego trudnego pojęcia. Przypatrzmy  się jeszcze raz emocjom aby dowiedzieć się więcej na ten temat i wykorzystać tę wiedzę w przyszłości!

Inteligencja emocjonalna polega na „zdolności rozumienia siebie i własnych emocji, kierowania i kontrolowania ich, zdolności samomotywacji, empatii oraz umiejętności o charakterze społecznym” (Daniel Goleman). Prawidłowo rozwinięta inteligencja emocjonalna jest bardzo ważna dla zdrowego funkcjonowania psychicznego i społecznego- dlatego warto ją rozwijać i pielęgnować- zawsze nam się to opłaci 😉 Spróbujmy wyżej przedstawioną definicję rozłożyć na czynniki pierwsze.

Zdolność rozumienia siebie i własnych emocji to coś więcej niż wiedza na temat tego, dlaczego odczuwamy konkretną emocję. Rozumienie siebie polega w znacznej mierze na znajomości własnych cech charakteru i własnych motywacji. Dopiero po przeanalizowaniu tego, jacy jesteśmy, czego oczekujemy od innych i od siebie daje pewne rozjaśnienie co do przyczyn odczuwania. Kiedy odczuwamy jakąś emocję i zdamy sobie z niej sprawę- kiedy potrafimy ją nazwać i określić jako dodatnią albo ujemną- to już połowa sukcesu.

Warto pytać dziecko nie tylko o to, co czuje ale też o to dlaczego to czuje. Dlaczego akurat jedno konkretne wydarzenie wymusiło taką reakcję emocjonalną? Spójrzmy na przykład: dziewczynka wybucha w przedszkolu złością dlatego, że dostała gorszą ocenę niż inne dzieci. Warto zwrócić uwagę nie tylko na powód złości ale również na cechy charakteru, które powodują, ze dziewczynka denerwuje się akurat z tego powodu. Może jest bardzo ambitna? Czyż taka wiedza sama w sobie nie poprawia już humoru i nie sprawia, że wybuch złości nie wydaje się czymś tak strasznym? 🙂

Kierowanie i kontrolowanie emocji… biorąc pod uwagę fakt, że jesteśmy tylko ludźmi i przeżywanie emocji jest wpisane w nasze funkcjonowanie i nijak nie da się tego obejść, byłoby idealnie gdybyśmy potrafili świadomie kontrolować to, co przeżywamy. Cóż- czasami tak się da, czasami jest to wybitnie trudne. Wszystko zależy od tego, czy emocje są bardzo silne, czego dotyczą, jaka jest nasza zdolność samokontroli i w jakim miejscu aktualnie się znajdujemy. Z kontrolowaniem emocji ściśle idzie w parze zdolność do powstrzymywania ich albo reakcji na nie. Temat jest wyjątkowo śliski tym bardziej, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi: warto się powstrzymywać od wyrażania emocji czy wręcz przeciwnie: okazywać je narażając się tym samym na brak akceptacji społecznej? Cóż, tutaj należałoby się trzymać zasady złotego środka: z jednej strony warto wyrażać emocje bo dajemy wtedy im ujście, rozładowujemy napięcie i tym samym czujemy ulgę. Z drugiej strony jednak czasami trzeba te emocje umieć powstrzymać ze względu na okoliczności albo środowisko w jakim przebywamy- bo jeżeli nie się nie powstrzymamy, to będziemy się wstydzić swojej reakcji a to znowu spowoduje narastanie napięcia. A jak się opanować jeżeli chcemy jednak powstrzymać silną reakcję emocjonalną? Odpowiedzi jest wiele: możemy spróbować rozładować emocję w jakiś zastępczy sposób. Jeżeli mamy taką możliwość, możemy spróbować sportu- możemy pobiegać, poskakać, pójść na siłownię albo basen. Możemy też skierować swój tok myślenia w zupełnie inną stronę- oczywiście, że nie jest to łatwe, szczególnie kiedy targają nami silne przeżycia. Możemy też spróbować się uspokoić i skoncentrować na oddechu: głębokie, spokojne oddechy pozwalają troszeczkę ‘oszukać’ mózg i automatycznie się uspokoić. Zachęcajmy do tego również nasze dzieci i sami dawajmy im dobry przykład pamiętając tym samym, że nie jest łatwo wytłumaczyć na czym polega zdroworozsądkowe podejście do emocji. Niech uczą się od nas intuicyjnie!

Pojęcie samomotywacji wydaje się dość zrozumiałe- jest ono z pewnością bardzo ważne dla nas wszystkich i z pewnością warto takiej samomotywacji uczyć i ją kształtować. Wiąże się ona z samodyscypliną, zaangażowaniem, samokontrolą. Osoba o wysokiej samomotywacji chce się uczyć i rozwijać, widzi w tym sens i czerpie z tego satysfakcję.

Empatia a więc zdolność wczuwania się w stany psychiczne innych osób jest pojęciem ważniejszym niż nam się wydaje- myślę, że empatię można śmiało uznać za jedną z tych charakterystycznych cech ludzi, która odróżnia nas od zwierząt. Dlaczego? Dlatego, że umiejętność empatycznego spojrzenia na innego człowieka świadczy o wyższej uczuciowości, o wrażliwości i umiejętności ‘wyjścia’ poza siebie i własne potrzeby. Empatię trzeba i warto rozwijać, bo przejawia się w naszym zachowaniu- nie tylko w obliczu tego jak reagujemy na cierpienie innych ale nawet w tym jak rozmawiamy z innymi. Warto podkreślić, że empatia jest pierwszym i najważniejszym czynnikiem, który ma znaczenie w umiejętności komunikacji. Nie jesteśmy w stanie prowadzić satysfakcjonującej obie strony konwersacji jeżeli nie mamy rozwiniętej umiejętności empatycznego spojrzenia na ludzi i wczuwania się w ich stany. Jak rozwijać empatię u dzieci? Banalnie prostym sposobem, który jako pierwszy przychodzi nam wszystkim do głowy jest okazywanie empatii innym i dawanie dobrego przykładu J Warto zauważyć, że empatia nie jest tym samym, co współczucie. Może nam być kogoś żal i może nam być przykro na widok kogoś cierpiącego- ale istota pojęcia empatii polega na syntonii, umiejętności postawienia się w sytuacji innych i wsłuchania w stan uczuciowy drugiej osoby.

Warto rozwijać empatię u siebie i u dzieci tak samo jak warto czytać książki i być ciekawym świata 🙂 Zachęcajmy do tego nasze maluchy i sami próbujmy z wrażliwością patrzeć na innych.

red. Klaudia Grzelaczyk

 

O emocjach słów kilka…

smiech2

Emocje to taki aspekt funkcjonowania  psychicznego, który dotyczy nas wszystkich jednakowo- bo wszyscy te emocje przeżywamy, wszyscy musimy sobie z nimi jakoś radzić, wszyscy czasami chcielibyśmy żeby jednak nie brały nad nami góry 😉

Bywa i tak, że nie udaje nam się opanować złości i krzyczymy zupełnie bez powodu na Bogu ducha winnego męża albo wybuchamy euforyczną radością na wieść o jakimś powodzeniu. Skoro nam czasami trudno opanować wzbierające w nas uczucia, jak nauczyć tego małe dziecko, które dopiero uczy się kontrolować własne zachowania i myśli? Jak emocje na nas wpływają, czym różnią się od nastrojów? Czy kobiety i mężczyźni różnią się w zakresie wyrażania emocji? Na te pytania postaram się dzisiaj odpowiedzieć po to, żeby w kolejnej części artykułu zastanowić się czym jest inteligencja emocjonalna i jak nauczyć się panowania nad emocjami- jak wesprzeć dzieci w radzeniu sobie z własnymi uczuciami i czy warto tak naprawdę je kontrolować?

emocje dzieci

Emocje to coś tak skomplikowanego, subiektywnego i delikatnego zarazem że trudno jakkolwiek uogólniać wszystko, co z nimi związane. Warto na początek dokonać rozróżnienia pomiędzy emocjami a nastrojem. Czy różnią się z perspektywy psychologicznej? Okazuje się, że tak.  Nastrój psychologowie uważają coś bardziej rozciągniętego w czasie i bardziej subtelnego- trudno wskazywać początek albo koniec nastroju, dlatego że rozwija się on w wyniku różnych wydarzeń. O nastroju możemy powiedzieć, że jest dobry albo zły, ale nie potrafimy jakoś bardzo konkretnie go wskazać- tak, jak ma to miejsce w przypadku emocji. Nastrój możemy mieć taki sam przez cały dzień, a zmienia się on raczej powoli i stopniowo. Emocje z kolei to stan, który pojawia się zazwyczaj w wyniku konkretnego wydarzenia- dlatego łatwo nam wskazać początek pojawienia się emocji, łatwiej też nam ją nazwać. Mówimy czasami ‘jestem zły’- wiemy, że przeżywamy konkretną emocję, dlatego że jest ona silna, wyraźna, wywołana przez konkretną sprawę.

Różnimy się w zakresie przeżywanych emocji i nastrojów. Jedni są na nie bardziej podatni i bardziej wrażliwi, inni- mniej. Ciekawe, że to nie zawsze idzie w parze z ich wyrażaniem- są osoby, które przeżywają wiele i są bardzo wrażliwe a nie pokazują tego po sobie. Są też takie, które teatralnością zachowania sugerują porywczość i głębię przeżyć emocjonalnych, a okazuje się, że są to wyolbrzymione i nie do końca prawdziwe reakcje. Prawidłowa umiejętność wyrażania emocji jest bardzo ważna. Długo tłumione i tłamszone wychodzą prędzej czy później na powierzchnię- czasami w sposób społecznie nie akceptowany- czasami zmuszają do reakcji, które normalnie bylibyśmy w stanie powstrzymać i których potem się wstydzimy.  Dlatego właśnie tak ważne jest aby umieć je wyrażać i kontrolować.

emocje dzieci

Jest jeszcze jedno, ważne rozróżnienie, które dotyczy społecznej akceptacji okazywania emocji. Otóż, powszechnie mówi się, że kobietom bardziej ‘przystoi’ wyrażanie emocji. Mężczyzn uważa się za tych chłodniejszych i bardziej opanowanych- dlatego płaczący mężczyzna jest widokiem tak rzadkim jak i dziwnym 😉 Co nie znaczy oczywiście, że ‘chłopaki nie płaczą’- płaczą, ale oczekuje się od nich, że będą to opanowywać i powstrzymywać. Dlatego warto zauważyć, że od małych chłopców częściej wymaga się opanowania niż od małych dziewczynek- a nie znaczy to wcale, że chłopcy są mniej wrażliwi- wręcz przeciwnie, mali mężczyźni są czasami bardziej drażliwi i wybuchowi. Podobnie zresztą mężczyźni, którzy czasami pozują na ‘niewzruszonych’ a w środku są wrażliwi i uczuciowi.

Emocjonalność dzieci jest specyficzna i nam- dorosłym czasami trudno ją zrozumieć. Nie pojmujemy, że dziecko płacze bo nie udaje mu się zawiązać bucika, w rezultacie denerwujemy się i irytujemy. Mówimy dziecku: ‘no wstydziłbyś się płakać z takiego błahego powodu!’. Tymczasem skoro maluch płacze to musi znaczyć, że został doprowadzony do ostateczności i że naprawdę czuje irytację albo złość z jakiegoś powodu. Pamiętajmy, że dzieci dopiero się uczą funkcjonować w naszym świecie i że wszystko tak naprawdę jest dla nich nowe. W związku z tym nawet rozwiązany bucik może urosnąć do rangi olbrzymiego problemu, a dziecku może się wydawać że np. jest gorsze i nic mu się nie udaje. Zwróćmy uwagę, że reakcje dzieci nie są tak dojrzałe jak reakcje dorosłych- ponieważ dzieci nie potrafią racjonalizować, często wyolbrzymiają problemy i dają się ‘ponieść’ emocjom, które zdają się zaważać na całym ich życiu. Dlatego dajmy naszemu maluchowi poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia- niech wie, że akceptujemy jego emocjonalność i niech uczy się, że nie musi ukrywać uczuć. Pomóżmy jednocześnie racjonalnie rozważyć problem, rozłożyć go na czynniki pierwsze- czasami może to bardzo pomóc w opanowaniu emocji, nie tylko dzięki racjonalizacji ale również dzięki skupieniu się na czymś innym niż przeżywane uczucie.

trudne emocje

Bez względu na wszystko, zawsze warto pamiętać, że każdy z nas jest inny, że inaczej wyraża siebie i inaczej przeżywa wszystko co dzieje się wokół. Zastanowienie się, na chłodno i na spokojnie pozwala często zrozumieć bardzo wiele- daje też obiektywne spojrzenie, które jest bezcenne i pomaga nam i dziecku wspólnie zastanowić się nad istotą emocji. W kolejnej części artykułu poruszymy temat inteligencji emocjonalnej, a w ramach tego tematu zastanowimy nad empatią, nad kontrolowaniem emocji i kierowaniem nimi. Pojawi się on już wkrótce, dlatego zapraszamy do zgłębienia tematu 🙂

kącik psychologa- śmiechkącik psychologa- smutek

 

 

 

 

 

 

 

 

red. Klaudia Grzelaczyk

Czy moje dziecko się stresuje?- cz.2

stres3

Sprawdźcie czy Wasze dziecko się stresuje:)

Dziś zapraszam na kolejną część artykułu dotyczącego stresu u dziecka. Temat coraz bardziej aktualny, tym bardziej, że pierwszy września za pasem, a rodzice z pewnością już rozglądają się za nowym plecakiem, książkami i przyborami szkolnymi. Zostawmy jednak na chwilę zmartwienia rodziców (jestem pewna, że koncertowo sobie  z nimi poradzą), a zajmijmy się tym, co może martwić nasze maluchy. Jak rozpoznać stres u dziecka? Co zrobić, aby mu pomóc?

Jak już ostatnio wspomniałam, zmartwienia dzieci mogą być czasami zaskakujące i zgoła inne niż zmartwienia dorosłych. Niepozorne dla nas sytuacje bywają prawdziwymi katastrofami w oczach dziecka. Kłótnia z rówieśnikiem, może obecność bardzo energicznego dziecka w grupie, uwaga nauczyciela, gorsza ocena, zbyt dużo zajęć…- już pojawia nam się cały wachlarz przykładów, a to tylko mała próbka tego, czym może stresować się dziecko. Nie popadajmy oczywiście w panikę, dzieci są różne i nie zawsze stresują się każdą nową lub inną sytuacją, ale każde, niepokojące z naszego punktu widzenia objawy powinny dać nam do myślenia. Może nasz zazwyczaj energiczny maluch nagle zrobił się posępny i milczący? Być może uparcie omija pewne tematy lub skarży się na dolegliwości w pewnych specyficznych sytuacjach? Np. codziennie przed pójściem do przedszkola boli go brzuch albo głowa? Szuka wymówki przed każdym pójściem na zakupy albo do fryzjera? Obserwujmy nasze dziecko, bo każda zmiana zachowania może nam coś powiedzieć.

stres dziecka

Jeżeli już zauważymy, że nasze dziecko faktycznie czymś się stresuje i mamy pewność, że nie jest to choroba, skupmy się na przyczynie. Czasami trzeba nieźle ruszyć głową, ale zaufajmy naszej intuicji- przecież to my jesteśmy rodzicami i to my najlepiej znamy nasze własne dziecko! 🙂

A jak pomóc? Tu nie ma niestety, jednego rozwiązania. Czasami można przepisać przedszkolaka do innej placówki, zmienić lekarza czy fryzjera- nie zawsze jednak da się ‚uciec’ od problemu, czasami lepiej jest się do niego… przystosować albo zawczasu uodpornić dziecko na doświadczanie stresu. Jak? Odpowiedź jest prosta: pozwólmy dziecku DOŚWIADCZAĆ. Doświadczać życia, wszystkiego, co dzieje się wokoło. Nie trzymajmy malucha pod kloszem nie pozwalając mu samodzielnie odpowiadać na pytania innych, zostawiając go wiecznie w domu razem z opiekunką albo babcią. Niech przejdzie się z nami na pocztę czy do banku, gdzie mamy do załatwienia kilka ważnych spraw. Może nam ‚pomóc’ np. podając pani sprzedawczyni pieniądze za zakupy? Jeżeli ktoś obcy pyta nasze dziecko o coś, niech sam odpowie na pytanie! Może będzie trochę onieśmielone- to normalne, ale takie codzienne doświadczenia pozwolą otworzyć się na innych i zagwarantują, że pierwszy dzień w przedszkolu nie będzie aż tak stresujący.

stres dziecka

Kolejna sprawa: traktujmy naszego malucha jak ‚małego dorosłego’. Nie chodzi oczywiście o wysyłanie 4-latka po zakupy 🙂 Czułość jest bardzo ważna dla dzieci- to oczywiste, ale mama 6-letniego ‚bobasa’ wciąż zwracająca się do niego zdrobnieniami: ‚ponieść ci plecaczek?’ ‚a może napijesz się herbatki z cytrynką?’ to już lekka przesada.

Rozmawiajmy i słuchajmy! Po stokroć: umiejętność szczerej, otwartej rozmowy to praktycznie klucz do prawidłowego funkcjonowania psychicznego! Pytajmy nasze dziecko, jak było w szkole i co się wydarzyło ale też jak czuło się w różnych sytuacjach i co wtedy myślało. Skupmy się na tym, żeby maluch uczył się nazywać emocje, których doświadcza i potrafił je rozpoznawać. SŁUCHAJMY uważnie, co do nas mówi, bo w ten sposób nie tylko dowiadujemy się o nim wiele ciekawych rzeczy ale też uczymy słuchać innych. To bardzo ważne!

Spróbujmy uświadomić naszą pociechę, że każde emocje są normalne, a nawet potrzebne. Nie negujmy stanu emocjonalnego, w którym w danym momencie się znajduje: ‚Smutno ci, bo pani powiedziała, że gorzej wypadł ci test? No coś ty! Taką bzdurą się przejmujesz?’- to nie jest najlepszy przykład reakcji na wyznanie malucha. Wszyscy doświadczamy stanów emocjonalnych, które czasami są przyjemne, a innym razem mniej- tłumienie doświadczanych uczuć nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ prędzej czy później one ZAWSZE wychodzą ‚na powierzchnię’- a nagromadzone nie zwiastują nic dobrego 😉

stres dziecka

Często jest tak, że problem wynika nie tyle z faktycznie nieprzyjemnych sytuacji czy doświadczeń ile z tego, że dziecko postrzega je jako piorunująco zagrażające- jako katastrofę, coś czego nie da się odwrócić i coś, co wpłynie na inne aspekty życia. Spróbujmy razem z naszym maluchem zastanowić się, jakie mogą być faktyczne skutki danej sytuacji. Czy kłótnia z koleżanką zwiastuje absolutny koniec przyjaźni? Może wystarczy zadzwonić i przeprosić a wszystko wróci do normy? Niech nasza pociecha wysnuwa wnioski co przyczyn różnych zdarzeń, niech kombinuje, myśli, szuka rozwiązań-a my róbmy to razem z nią!

Pamiętajmy też, że doświadczanie stresu, mimo że czasami uciążliwe i nieprzyjemne, również jest czymś normalnym. Czasami nie da się tego uczucia całkowicie wyeliminować- i dobrze, bo jaką mielibyśmy wtedy motywację do działania? 🙂 Zauważmy jednak, że są sytuacje, w których te nieprzyjemne odczucia są zbędne i nieuzasadnione a przecież to my jesteśmy panami naszego umysłu i ciała i mamy ogromny wpływ na to, co się z nami dzieje! 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

 

 

Czy moje dziecko się stresuje?

stres4

Czym jest stres i skąd się wziął? Jak myślicie? 🙂

Pierwszy dzień w przedszkolu, kłótnia z przyjaciółką, jazda nowym autem czy odpowiedź na pytanie nauczycielki- nie brzmi to strasznie z perspektywy dorosłej osoby, aczkolwiek wszystkie te wydarzenia są doskonałymi przykładami codziennych stresorów pojawiających się w życiu dzieci. Nie ma wątpliwości co do tego, ze każdy musi takich rzeczy prędzej czy później doświadczyć, pojawia się natomiast pytanie, czy da się- a jeżeli tak to w jaki sposób uodpornić na stres?

Dzisiejszy artykuł w formie ciekawostki, z której skorzystać mogą rodzice i odnieść ją zarówno do siebie jak i do swoich pociech.

stres dziecka

Co to jest stres? Wszyscy znamy to charakterystyczne ściskanie w brzuchu tuż przed występem, pocenie dłoni kiedy rozmawiamy z kimś ważnym, drżący głos, szybki oddech, napięcie mięśni szyi… wymieniać można w nieskończoność a i tak nie wymienilibyśmy wszystkich objawów stresu. Mają one natomiast jeden wspólny mianownik- spowodowane są sytuacjami, w których środowisko stawia nam wymagania, co do których sądzimy że nie jesteśmy w stanie sobie poradzić (albo rzeczywiście tak jest).  Bez względu na powód stresu, zdecydowana większość jego objawów jest dla nas nieprzyjemna i powoduje dyskomfort. Dlaczego tak się dzieje?

Stres tak naprawdę ma znaczenie, jeżeli spojrzymy na niego z ewolucyjnego punktu widzenia. Jest on ściśle powiązany ze strachem przed zagrażającymi obiektami lub wydarzeniami. Zastanówmy się w takim razie, czym mogli się ‚stresować’ lub czego mogli się bać tzw. ludzie pierwotni, ludzie epoki kamienia łupanego albo epoki brązu? W tych czasach znaczenia miała siła- zwierzęta, które były w stanie rozerwać człowieka na kawałki, grupa silnych ludzi, która mogła napaść na słabszych i odebrać im pożywienie- wygląda na to, że większość zagrożeń to były zagrożenia ‚fizyczne’: takie, które wymagały zaangażowania organizmu do walki albo do ucieczki. W takim razie naturalną reakcją ciała byłaby pełna mobilizacja: a więc wszelka aktywność, która spowoduje, że nasz organizm będzie bardziej wydajny w spożytkowaniu energii, będzie miał więcej siły do ucieczki albo walki z niebezpieczeństwem. Oddech staje się szybszy aby szybciej dostarczać organizmowi tlenu, mięśnie napinają się aby przygotować ciało do szybkiego biegu albo skoku, ciało poci się aby ochłodzić organizm rozgrzany od wewnątrz przez szybszy przepływ krwi a układ trawienny nagle zatrzymuje się żeby nie przeszkadzać organizmowi w działaniu… brzmi znajomo, prawda? Tu właśnie pojawia się światełko w tunelu pokazujące dlaczego objawy stresu są akurat takie a nie inne.

stres dziecka

Jak łatwo się domyślić, w dzisiejszych czasach nasz organizm nie potrzebuje siły do walki z dzikimi zwierzętami albo ucieczki przed nimi. Zagrożenia pojawiające się w naszym życiu mają inny charakter- stresujemy się bardziej ‚mentalnym’ niebezpieczeństwem nie wymagającymi od nas wykazania się siłą fizyczną: nową pracą, kupnem auta czy wyjazdem na wakacje. Stąd też stres traktujemy raczej jako coś, co przeszkadza nam w codziennym funkcjonowaniu niż jako siłę pomagającą stawić czoła przeciwnościom. Nie bez powodu zresztą napięcie pojawiające się w stresujących momentach najlepiej jest rozluźnić uprawiając sport.

Warto  też zauważyć, że istnieje coś takiego jak ‚dobry stres’. Dobry stres to taki, który nie jest bardzo silny i działa mobilizująco. To taki stres, który odczuwamy przed doświadczeniem czegoś nowego i mamy taką lekką ‚tremę’: np. przed spotkaniem ze starą przyjaciółką czy przed randką. Nieważne czy jest to lekkie ściskanie w żołądku czy przyspieszony oddech- w każdym razie, nie interpretujemy takich objawów jako nieprzyjemne, wręcz przeciwnie- są one dla nas ‚dreszczykiem emocji’.

stres dziecka

Na koniec chciałabym uświadomić wszystkich Rodziców, że również ich Dzieci odczuwają stres- zarówno ten pozytywny jak i negatywny. W kolejnym wpisie (który pojawi się już wkrótce) powiem trochę o tym, jak rozpoznać że dziecko się stresuje i czy da się temu zapobiec- jak przekuć negatywny stres i jego aspekty w stres pozytywny?

Wypatrujcie kolejnego wpisu! 🙂

red. Klaudia Grzelaczyk

 

Optymistyczne dzieci. I CAN DO IT!

Chciałabym dzisiaj kontynuować temat optymizmu u dzieci.

W ostatnim artykule przedstawiłam główną myśl teorii Seligmana, przemyciłam też kilka rad. Tym razem zamierzam skupić się na konkretach i podać przynajmniej kilka takich recept, które każdy z nas może wprowadzić w życie już od dzisiaj.

Opisałam ostatnio trzy filary pesymistycznego myślenia. Opierając się na nich oraz na kilku innych założeniach opiszę kilka sposobów na uczenie dzieci pozytywnego myślenia- a przede wszystkim wyeliminowania tych nawyków, które mogą przerodzić się w pesymistyczne nastawienie do życia. Zanim do tego przejdę, chciałabym jednak wyjaśnić dlaczego dzieję się tak, że słowa i zachowania rodziców wywierają olbrzymi wpływ na późniejsze słowa i zachowania dzieci.

Wychowywanie dzieci przez modelowanie jest jednym z najbardziej skutecznych i wpływowych metod. Wykorzystuje fakt, że rodzice są dla maluchów naturalnymi autorytetami i wzorami do naśladowania. Najlepiej jest to zrozumieć uświadamiając sobie, że rodzice przez kilka pierwszych lat życia dziecka są dla niego jedynym otoczeniem. Człowiek jest istotą społeczną i to normalne, że przejmuje zachowania innych. Cokolwiek robimy, mówimy, działamy- podlega to ciągłej obserwacji i analizie ze strony naszych podopiecznych. Dlatego bardzo ważne jest wyrabianie w sobie właściwych postaw – nasze zachowania, gesty, słowa mogą znacząco wpłynąć na sposób w jaki myślą nasze maluchy.

Rozumiemy już mniej- więcej jak i dlaczego działa mechanizm modelowania. Powróćmy teraz do naszych filarów i zastanówmy się jak ‘poruszyć’ te filary aby zmienić zachowania- w pierwszej kolejności nasze, następnie naszych dzieci.

Filar I. Przypominam, że odnosi się do przyczyny porażki, którą pesymista zawsze widzi w sobie i w sowich niedomaganiach – nawet jeżeli nie jest to prawda. Przyczyny szczęścia natomiast upatruje w zbiegu okoliczności- w tym, że „akurat tym razem mi się udało”. Spróbujmy na początek wyłapać w naszym zachowaniu sytuacje w których mówimy, że jesteśmy beznadziejni, a to, że nam się nie udało to nasza wina. Zastanówmy się ile razy w przypadku kiedy coś osiągnęliśmy- mam na myśli również takie drobne ‘sukcesy’ jak to, że zdążyliśmy na autobus mimo że wstaliśmy później niż zwykle- jak często upatrywaliśmy przyczyny w okolicznościach i mówiliśmy że akurat ‘tym razem’ nam się udało? Wyłapmy takie zachowania i zmieńmy je. Jeżeli coś nam się udaje, nie bójmy się powiedzieć głośno: „to moja zasługa- udało mi się, bo zapracowałem na to”. Niech dziecko słyszy to i uczy się. Nie zawsze jest tak, że porażka jest naszą winą. W niektórych sytuacjach nie mamy wpływu na okoliczności i nie możemy wszystkiego przewidzieć. Nie zawsze porażka jest naszą winą.

Filar II. Dotyczył zasięgu naszych niepowodzeń. Pesymista uważa, że porażka która mu się przytrafiła ma ogromny zasięg- jedno niepowodzenie ciągnie za sobą kolejne. Optymista jest w stanie uświadomić sobie, że jedna porażka wcale nie musi oznaczać kolejnych- nie ma takiego odruchu do generalizowania. „Nie powiodło mi się w pracy- trudno.” Nie mówmy „Nic mi się nie udaje”, „Wszystko idzie źle”. To są pułapki, w które nasze dzieci się wsłuchują- i czy tego chcemy czy nie, wkładamy je do ich umysłu, powodując że stosują te same wzorce i zachowują się w podobny sposób. Jeżeli zobaczymy, że nasz synek przychodzi zmartwiony z przedszkola i mówi „Nic mi się dzisiaj nie udało”, zapytajmy co mu nie poszło. Spróbujmy znaleźć sytuacje w których dziecko wykazało się sprytem, logicznym myśleniem.

Filar III. Odnosił się do stałości występowania porażek. Pesymista uważa, że to co mu się nie udało raz, nie udaje się zawsze. Nabiera w ten sposób przekonania, że nie warto próbować bo i tak się nie powiedzie. Skąd w takim razie wziąć motywację? Kiedy sami mówimy „Spóźniłam się na autobus, jak zawsze”- nasze dziecko co prawda tylko osłuchuje się z tymi słowami, ale z czasem uczy się, ponieważ w zachowaniu zaczyna wzorować się na rodzicach.

optymizm

Jeżeli chcemy wprowadzić w życie jakieś zmiany, róbmy to stopniowo. Tak jak już wyżej napisałam, możemy najpierw zacząć od ‚wyłapywania’ myśli czy komentarzy wiejących pesymizmem. Jeżeli zaczniemy wyłapywać takie rzeczy u siebie, łatwiej będzie nam wyłapać je też u dziecka. Kiedy usłyszymy, że powie: „Mamo, znowu dostałam dwóję!”, przypomnijmy dziecku sytuację w której udało mu się dostać lepszą ocenę. Niech nie nadużywa słówka „zawsze”, bo po pierwsze- uwierzy w to co mówi, a po drugie poczuje się bezsilne- pomyśli, że skoro dostało złą ocenę, to jest gorszy z matematyki i zawsze będzie miało gorszą ocenę. Nie znajdzie motywacji.

Wiele pułapek czeka kiedy karcimy dziecko. Mówimy: „Ale z Ciebie bałaganiarz!” albo: „Jak zwykle nie umiałeś zachować się w sklepie!” Dziecko znowu pomyśli, że tak musi być, że takie jest i nawet nie spróbuje tego zmienić. Zapytajmy dlaczego dzisiaj nie posprzątał pokoju- przypomnijmy jaki ostatnio był w nim porządek, kiedy maluch sam poukładał zabawki na półce. Zamiast: „jak zwykle nie zachowałeś się odpowiednio” powiedzmy: „nie zachowałeś się dzisiaj odpowiednio.” Wtedy dziecku łatwiej będzie się zmotywować i postarać następnym razem.

W szkole czy w przedszkolu jest różnie- wiadomo. Czasami maluch się z kimś pokłóci, czasami pani przedszkolanka nakrzyczy. Nie wmawiajmy dziecku, że „nie ma się czym przejmować”, że „to nic takiego.” Nie negujmy jego zmartwień, one dla malucha są tak samo poważne jak nasze problemy. Jeżeli coś nie udało się w szkole to nawet jeżeli dla nas i dla otoczenia będzie to błahostką, małe dziecko może naprawdę się przejmować. Spróbujmy zrozumieć, powiedzmy: „Rozumiem, że smutno Ci bo Kasia pogniewała się na Ciebie.” Nie pozwólmy myśleć dziecku, że negatywne emocje trzeba na siłę zwalczać. One są normalne jeżeli zdarzy się coś, co nie idzie po naszej myśli. Trzeba je po prostu przeżyć- potem wszystko wraca do normy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie porady które opisałam dotyczą tylko wybiórczych sytuacji. Trudno jest w jednym artykule opisać całą myśl Seligmana. Jako uzupełnienie mogę jeszcze raz polecić książki, o których ostatnio już pisałam. Będzie to świetna lektura dla każdego rodzica!

Na zakończenie dodam jeszcze, że również w Baby English Center staramy się zaszczepić optymizm u dzieci. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy na nasze maluchy bardzo duży wpływ, dlatego też w naszej szkole często mówimy:

I can do it! Yes, I can! Try again! – TO TAKIE PROSTE 😉

red. Klaudia Grzelaczyk